POLITYKA

Piątek, 24 listopada 2017

Polityka - nr 5 (7) z dnia 2017-05-24; Ja My Oni. Poradnik Psychologiczny Polityki. Tom 26. Mężczyzna: instrukcja obsługi; s. 74-75

My. Mężczyzna jako syn, partner, rodzic

Monika Stelmach

Groźny cień teścia

Lidia Flis, psycholog, psychoterapeutka i trenerka specjalizująca się w terapii par i małżeństw, rodzin oraz terapii indywidualnej, związana z Pracownią Psychorozwoju Izabeli Kielczyk, o trudnych relacjach z ojcem partnerki

Relacja teść–zięć, podobnie jak teściowa–synowa, jest obarczona wieloma, dość mocno zakorzenionymi społecznie stereotypami. Wstępując w związek, łatwo ulec tym obiegowym opiniom i postrzegać teścia jako zaborczego ojca, który każdego partnera córki traktuje jak wroga, nie zauważając, że jest już ona dorosła i ma prawo być samodzielna. Niestety, w tym stereotypie może kryć się ziarno prawdy. Zdarza się bowiem, że córka jest dla ojca całym światem. A wtedy potrafi on zrobić wiele, żeby nie stracić pozycji najważniejszego mężczyzny w jej życiu. Dorosła kobieta ma wiele rzeczy zapewnionych, zanim o nie poprosi. Zepsuł się kran – ojciec natychmiast przyjeżdża, żeby naprawić. Odkleił się kafelek – w trybie nagłym robi remont. Rozchorował się wnuk – czuwa przy nim 24 godziny na dobę. Podprogowy przekaz kierowany do zięcia brzmi: ona należy do mnie i nikogo nie wpuszczę na swoje podwórko, ciebie będę tolerował, ale tylko pod warunkiem, że nie wejdziesz mi w drogę. W tej sytuacji zięć nie ma szans poczuć się głową rodziny, ponieważ jego miejsce jest zajęte przez innego mężczyznę.

Relacja, która ma głębokie korzenie

Jeśli jednak obiektywnie przyjrzeć się relacjom, może się okazać, że to zięć czuje się niepewnie w roli głowy rodziny i broni swojej pozycji na wyrost. W takiej sytuacji każda propozycja pomocy ze strony teścia, a nawet sama jego obecność, może budzić u niego obawy, że ktoś obcy wkroczy na jego terytorium, nadszarpnie i tak niepewny autorytet. Zwykle u podłoża problemu leży niskie poczucie wartości zięcia.

Nie bez znaczenia są też jego relacje z własnymi rodzicami. Jeśli wychował się w rodzinie, gdzie ojciec był dominujący, co zmuszało go do walki o swoją autonomię, z dużym prawdopodobieństwem będzie przenosić te wzorce na relacje z mężczyznami lub innymi ludźmi w ogóle. Jeśli jego postawa jest rywalizacyjna, trudno mu ułożyć poprawne stosunki nie tylko z teściem, ale i z partnerką, a w dalszej perspektywie również z dziećmi.

Niechęć teścia wobec zięcia wydaje się uzasadniona wtedy, kiedy rodzic widzi, że córka doznaje krzywdy. Ale zawsze należy zwrócić się w stronę rodziny pierwotnej i zadać kilka pytań. Dlaczego związała się z pijącym partnerem? Bo najprawdopodobniej to znany jej wzorzec.

Dlaczego wybrała kogoś, kim musi się opiekować i nie umie budować partnerskich relacji? Bo prawdopodobnie już jako dziecko pełniła rolę opiekunki, bo np. jedno z rodziców (lub oboje) było niedojrzałe i niestabilne emocjonalnie.

Wojna, w której wszyscy przegrywają

W walce na linii mąż–żona–teść nie ma zwycięzców. Wyniszcza ona każdą ze stron. Zięciowi, najczęściej młodemu mężczyźnie na dorobku, ciężko jest rywalizować z zaborczym człowiekiem, który często ma już wypracowaną pozycję zawodową i finansową albo jest na emeryturze i dysponuje czasem. Jeśli zacznie z nim walczyć, to może nawet po latach wygra tę wojnę, odsuwając teścia od swojej rodziny, ale wyjdzie z niej umęczony. Poza tym start w tym destrukcyjnym wyścigu nie gwarantuje, że na mecie uda się obronić związek. Jeśli żona nie zdołała na czas odciąć psychologicznej pępowiny, to z dużym prawdopodobieństwem stanie po stronie ojca. Będzie zarzucała mężowi niewdzięczność (ojciec przecież tak bardzo nam pomaga) i złą wolę.

Zięć też może złożyć broń, czując się wypalony walką, a nie chcąc stracić rodziny. Uznać: z teściem nie wygram; skoro żonie tak bardzo zależy na ojcu, to muszę zaakceptować jego nadmierną obecność w naszym życiu. Takie usunięcie się w cień sprawia jednak, że oddaje swoje miejsce teściowi, przestaje się starać być dobrym mężem i ojcem.

W obu sytuacjach szczęśliwa nie jest też córka, bo zostaje wepchnięta w rolę arbitra. Nie chce stawać po żadnej ze stron, bo obu mężczyzn kocha. Ma poczucie winy wobec jednego i drugiego, albowiem każdy z nich ma pretensje, że faworyzuje „przeciwnika”. Czuje, że nie umie stanąć na wysokości zadania ani jako córka, ani jako żona. To często doprowadza do depresji, kryzysów małżeńskich, a nawet rozbicia związku.

Kłopoty mają też dzieci. Zaborczy teść najczęściej zawłaszcza również przestrzeń należną rodzicom: wyręcza ich w wychowaniu, udowadnia, że wszystko wie lepiej, łamie zasady, które ustalają, podkopuje autorytet ojca, bo on mówi jedno, a dziadek robi coś zupełnie innego. Obserwując sytuację, w której dziadek zawsze stawia na swoim, dzieci przestają widzieć w swoim ojcu oparcie i męski wzorzec. To powoduje, że czują się zagubione. [pełna treść dostępna dla abonentów Polityki Cyfrowej]