POLITYKA

Sobota, 20 lipca 2019

Polityka - nr 31 (2204) z dnia 1999-07-31; s. 36-37

Świat

Artur GórskiGrzegorz Melnik  [wsp.]

Grube nici

Mimo rozejmu w Kosowie wciąż trwają porachunki pomiędzy Albańczykami a Serbami. Okrojony układ z Rambouillet daje pewne gwarancje pokoju, ale raczej nikt nie ma złudzeń - kolejne konflikty wiszą w powietrzu. Tak jak w Bośni i Hercegowinie, gdzie na mocy wcześniejszego układu z Dayton utrzymuje się kruchy rozejm, oznaczający bardziej anarchię niż budowanie pokojowego społeczeństwa. Nad oboma dokumentami unosi się duch tymczasowości.

Kosowo można porównywać z Bośnią. W obu przypadkach pokój udało się osiągnąć dzięki zbrojnej interwencji sił NATO, a powodem konfliktu były waśnie narodowościowe. Przy czym interwencja w Bośni była symboliczną akcją przeciwko serbskim jednostkom paramilitarnym, natomiast ostatnie naloty były już regularną wojną z konkretnym państwem - Jugosławią i jej armią. W amerykańskim Dayton porozumienie Serbów, Chorwatów i Muzułmanów zakończyło krwawą bośniacką wojnę, z francuskiego Rambouillet, po odrzuceniu przez Serbów planu pokojowego, został wysłany sygnał do rozpoczęcia bombardowań.

W Dayton ustalono terytorialny podział nowego państwa oraz zasady jego funkcjonowania. Mniej więcej zgodzono się usankcjonować granice frontów, czyli w gruncie rzeczy - czystki etniczne. To co strony konfliktu wywalczyły dla siebie w ciągu dwóch lat wojny - w większości zachowały. Gdy oczy świata zwrócone są na uchodźców albańskich z Kosowa, do swych domów - już od prawie 5 lat - nie mogą powrócić Muzułmanie ...