POLITYKA

Poniedziałek, 22 lipca 2019

Polityka - nr 35 (2720) z dnia 2009-08-29; s. 90-95

Na własne oczy

Katarzyna Wydra

Gulony i Półcentki

Jeszcze kilkanaście lat temu określenie Gulony było soczyste, Kopijnioki – raniło do żywego, a Centki i Półcentki – trafiało w czuły punkt. Ale przezwiska powoli wychodzą z mody. Zanika też pamięć o tym, skąd się wzięły. Zabory? To historia sprzed 100 lat. Granice? W XXI w. układ z Schengen zniósł kolejne z nich.

Stodoła Ryszarda Nideckiego stoi na ziemiach byłego Cesarstwa Austro-Węgierskiego, a dom – Cesarstwa Rosyjskiego. Terytoria mocarstw rozdzielał niepozorny potok Kluczwoda. Ponieważ do zameldowania liczy się położenie domu, pan Ryszard zaliczałby się w poczet poddanych Romanowów. Przedkładając jednakże osobiste sympatie i umiłowanie galicyjskiej wolności ponad wyroki historii i administracji, Nidecki kazał się sportretować w mundurze austriackiego szwoleżera, a na ścianie powiesił podobiznę miłościwego cesarza Franciszka Józefa.

Jesteśmy na granicy dwóch gmin – komentuje sytuację na swoich włościach Nidecki. I ubrany w podkoszulkę ze szczerzącym kły Leninem (autorstwa Andrzeja Mleczki) rozmyśla, czy warto postarać się jeszcze o wizerunek cara.

Gdzie kluczy Kluczwoda

Potok Kluczwoda, niegdyś strategiczny punkt odnotowany na każdej mapie C.K. Austro-Węgier i Imperium Rosyjskiego, pilnie strzeżony, w zamyśle nie do przebycia, o świetliście zapowiadającej się karierze Ważnej Rzeki Granicznej, dzisiaj skromnie wyznacza miejsce styku gmin Wielka Wieś i Zelków (kilkanaście kilometrów na północ od ...