POLITYKA

Wtorek, 20 sierpnia 2019

Polityka - nr 12 (3051) z dnia 2016-03-16; s. 110

Passent

Daniel Passent

Gust bez towaru

Good bye, Waszczykowski! Good bye, Ziobro! – znajomy psychiatra dał mi tygodniowe zwolnienie od pisania o polityce. – W przeciwnym wypadku skończy pan jak poseł Żalek, który ma już omamy i widział 80 tys. ubeków w pochodzie przez miasto – ostrzegał. Codziennie przed snem na uspokojenie zażywałem porcję „Dziennika 1946–1971” Maxa Frischa, sławnego pisarza szwajcarskiego (to uwaga dla młodych, którzy takich nazwisk nie znają, i dla starszych, którym pamięć nie dopisuje). Były to także moje lata, a mój konik to czytanie dzienników i wspomnień z teraźniejszości, czyli moich współczesnych. Są dla mnie nie mniej interesujące niż dzienniki Pepysa (sławny pamiętnikarz angielski z XVII w. – to przypisek itd.). Co prawda Frisch żył w latach 1911–91, ale obliczyłem, że spędziliśmy na tym świecie równolegle 53 lata, od daty mojego urodzenia do daty jego odejścia. Mało tego, szwajcarski pisarz był z wykształcenia (i z wieloletniej praktyki) architektem, czyli zrealizował moje marzenie. W dzieciństwie marzyłem bowiem czasami, żeby zostać architektem, ale brak nawet najmniejszych uzdolnień w dziedzinie rysunku i matematyki przekreślił moje nadzieje.

Co mnie jeszcze ...