POLITYKA

Wtorek, 21 maja 2019

Polityka - nr 23 (3062) z dnia 2016-06-01; s. 63-65

Historia

Piotr Kowalczuk

Gust duce

Benito Mussolini był szczodrym i rozsądnym mecenasem, a włoscy artyści, podobnie jak intelektualne elity, żyli z faszyzmem w symbiozie. O tej wypartej ze społecznej pamięci prawdzie przekonuje pouczająca wystawa „Rzym, lata 30.”.

Duce w 1925 r., trzy lata po objęciu władzy, zdemontował włoską demokrację. Podporządkował sobie parlament, rząd i sądownictwo. Odpowiadał jedynie przed królem. Rok później zdelegalizował wszystkie partie poza faszystowską, zamknął wszystkie niefaszystowskie dzienniki i zdelegalizował niezależne organizacje społeczne. W 1928 r. przekształcił parlament w powolne mu zgromadzenie przedstawicieli korporacji zawodowych, zatwierdzanych przez Wielką Radę Faszystowską. Okiem faszystowskiego Wielkiego Brata stała się Ochotnicza Organizacja do Walki z Antyfaszyzmem, śledząca i terroryzująca nieprawomyślnych OVRA. Propagandową tubą reżimu, obok codziennej prasy, stało się radio i popularne kroniki filmowe. Cenzura ingerowała w kinematografię i literaturę.

Przed edukacją i kulturą Mussolini postawił jasny cel: stworzenie Nowego Faszystowskiego Człowieka. Mężczyźni mieli być wojownikami, którzy podbojami przemienią Italię w imperium, a kobiety miały takich mężczyzn masowo rodzić. Wszystko w imię wbijanych Włochom do głowy na każdym kroku sloganów: „Wierzyć, słuchać, walczyć”, „Książka i muszkiet – tworzą faszystę doskonałego”, „Wszystko w Państwie, nic poza Pań...