POLITYKA

Piątek, 18 stycznia 2019

Polityka - nr 31 (2665) z dnia 2008-08-02; s. 25-27

Kraj

Joanna Podgórska

Gwałty i mity

Pojęcie gwałtu randkowego pojawiło się w historii 14-latki z Lublina, której próbowano uniemożliwić aborcję. Czy coś takiego w ogóle istnieje? – pytano. Istnieje i jest o wiele bardziej powszechne, niż mogłoby się zdawać.

Poszłam na imprezę  z nowym chłopakiem i co tu dużo gadać, przedawkowałam alkohol, on też, ale mniej. Rano już nie byłam dziewicą. Nic nie pamiętałam – opisuje Ewelina. – Długo byłam przekonana, że to ja jestem winna, bo go nie dopilnowałam. Najgorsze jest to, że potem byłam z nim jeszcze prawie trzy lata. To wracało, ale byłam od niego przedziwnie uzależniona. Teraz go nienawidzę, to największy skurwysyn, jakiego spotkałam.

Bo bluzka była za krótka

W powszechnym mniemaniu do gwałtu dochodzi wtedy, gdy ubrana, najlepiej w zapięty pod szyję kożuch, kobieta zostaje wciągnięta przez obcego zboczeńca do lasu, broni się do upadłego, a ulega dopiero ogłuszona łomem. W innych przypadkach włączają się mechanizmy obciążania winą ofiary: może kusiła los, szwendając się nie tam, gdzie trzeba. Może była seksownie ubrana. Może za dużo wypiła, a może prowokowała, bo tak naprawdę sama tego chciała. Te same mechanizmy ...