POLITYKA

Piątek, 20 kwietnia 2018

Polityka - nr 27 (2712) z dnia 2009-07-04; s. 92-93

Ludzie i obyczaje

Tomasz Zalewski

Gwiazda zgasła

Śmierć Michaela Jacksona bardzo poruszyła Amerykę, ponieważ życie króla popu było też historią bardzo amerykańską czy nawet – jak chcą niektórzy – amerykańską tragedią.

Po śmierci Jacksona dominują w mediach relacje o jej niejasnych okolicznościach – ciąg dalszy tabloidowej mydlanej opery, której bohaterem stał się w ostatnich kilkunastu latach.

Jego kariera przeżywała zmierzch; jako artysta wydawał się skończony. Mimo zapowiedzi kilkudziesięciu koncertów w Londynie, mało kto wierzył w jego powrót na szczyt. Oskarżenia o pedofilię, dziwaczne komplikacje osobiste i szokująca autokreacja „mężczyzny-dziecka” po operacjach plastycznych pogrążyły go w oczach Amerykanów. Byli rozdarci między podziwem i uwielbieniem dla Michaela z lat 80. a odrazą wobec tego, co ze sobą zrobił. Po jego śmierci pojawiło się w Internecie też mnóstwo nieżyczliwych wpisów.

Solidarnie zjednoczyła się w żałobie czarna Ameryka. Murzyńscy działacze nawołują, by już nie roztrząsać skandali. Jackson był dla nich bohaterem, jednym z tych, dzięki którym runęły rasowe bariery: został pierwszą czarną gwiazdą MTV. Afroamerykanie pozostali mu oddani, chociaż – jak się powszechnie podejrzewa, mimo zaprzeczeń artysty – sam wybielił sobie twarz, co jest zabiegiem uważanym przez wielu za zdradę rasy. Sprawa ta wraca czasem w pośmiertnych wspomnieniach, ale marginesowo. Wątek rasowy zszedł na dalszy plan, może pod wpływem nowej atmosfery w Ameryce Obamy, która wyzwala się z kompleksów przeszłości. Akcentuje się inne elementy zagadkowej przemiany Jacksona.

Komentator dziennika „Washington Post” Eugene Robinson uważa, że Jackson „nie tyle chciał zostać białym, co uczynić się odrażającym; musiała to być nienawiść do samego siebie”. Mniej więcej 20 lat temu twarz idola zaczęła się przekształcać i uległa całkowitej transformacji – negroidalny nos zwęził się, rysy wydelikatniały. Nie jest jasne, dlaczego właściwie Jackson dokonał metamorfozy z gibkiego mężczyzny, eksponującego w tańcu samczą seksualność, w istotę androginiczną.

Być może – jak sądzą niektórzy – chodziło mu właśnie o tę niejasność i nieokreśloność. Widzą oni w królu popu postać postmodernistyczną, odnajdującą się w nieustannej zmianie i mgławicowości. „Jego chirurgiczne transformacje stawały się odbiciem kultury zacierania granic dzielących rasy, płcie i młodość od starości. Jackson wyprzedził narastające dziś w kulturze wątpliwości co do takich kategoryzacji. Był biały czy czarny, młody czy stary...? Był gejem czy hetero? A może kimś pośrodku?...” – zastanawia się na łamach dziennika „New York Times” Guy Trebay.

Inni dostrzegają w historii Jacksona ekstrakt niepokojów współczesnej amerykańskiej psyche. „Ucieleśniał tyle naszych konfliktów i fantazji: o dzieciach i seksualności, rasie, sławie, piękności i zdolności wymyślania się wciąż na nowo” – pisze w „Washington Post” autorka książki o królu popu Margo Jefferson. A jeszcze precyzyjniej o tym samym publicysta „San Francisco Chronicle” Steven Winn: „Jego niespokojna tęsknota za dzieciństwem, wyrażana w fantazjach o Piotrusiu Panie, infantylnych i niebezpiecznych, stała się krzywym zwierciadłem, w którym odbija się kultura opętana obsesją młodości i fizycznego piękna”.

Chociaż kłopotami Jacksona żywił się medialny magiel, podkreśla się, że towarzystwo Britney Spears i innych pomniejszych celebrytów mu uwłacza. Nie był sztucznym tworem machiny show-biznesu, a autentycznym nowatorskim twórcą, który przejdzie do panteonu muzyki rozrywkowej. Krytycy piszą o jego wyjątkowym głosie, tenorze przechodzącym w falset, którego ekspresja urzekała słuchaczy w hitach z lat 80., jak „Thriller” (album bestseller wszech czasów), „Bad” i „Beat It”, zrealizowanych przy współpracy Quincy Jonesa. Czerpiąc z rozmaitych nurtów, jak R&B, tradycyjny rock i funk, stworzył własny, doprowadzony do perfekcji styl wokalny. Niektórych bardziej nawet porywał taniec Jacksona – legendarny „księżycowy” sposób poruszania się, piruety, dynamiczne łamańce ciałem, przejęte od Jamesa Browna, i krok, którym zachwycał się sam Michaił Barysznikow.

Podobnie jak śpiew, choreografia była zwykle przetworzeniem pomysłów wcześniejszych, ale genialnym. Jackson w pełni wykorzystał raczkujące dopiero wideoklipy, przekształcając je z narzędzia promocji w minidzieła sztuki. Michael był niejako produktem startującej wówczas MTV, ale to głównie dzięki niemu podbiła ona fanów na całym świecie. Nieodłącznym elementem wizerunku stały się jego sceniczne kostiumy: słynna rękawica z cekinami, białe koszule i uniformy, niby wojskowe, ale futurystyczne – styl, który można dziś odnaleźć w popularnych filmach o armiach robotów.

Najwybitniejsze produkcje Jacksona to owoc pierwszych 20 lat jego kariery, którą rozpoczął jako dziecko. Pod koniec lat 80. zaczęły się z nim dziać dziwne rzeczy – zmiana wyglądu była tylko jedną z nich. Pojawiły się jego zdjęcia w hermetycznej komorze, mającej hamować proces starzenia, i fotografie w maskach na twarzy. W 1988 r. kupił w Kalifornii luksusową posiadłość, którą nazwał Neverland – jak nazywał...

[pełna treść dostępna dla abonentów Polityki Cyfrowej]