POLITYKA

Piątek, 22 marca 2019

Polityka - nr 17 (17) z dnia 2018-12-05; Niezbędnik Współczesny. 4/2018; s. 90-95

CZŁOWIEK

Piotr Sarzyński

Gwiazdy nad deskami

Przez ostatnie dwie dekady furorę robili star-architekci. Czy gasną już, czy będą jeszcze długo świecić?

Kusi, by precyzyjnie wskazać moment, w którym na architektonicznym firmamencie pojawił się ów gwiazdozbiór. Według najpopularniejszej tezy nastąpiło to wraz z oddaniem do użytku gmachu Muzeum Guggenheima w Bilbao w 1997 r. Nazwisko jego twórcy Franka Gehry’ego odmieniano przez wszystkie przypadki w każdym niemal zakątku świata. Ale przecież już dużo wcześniej mieliśmy do czynienia z uznawaniem architektów za gwiazdy, by wspomnieć choćby aurę otaczającą twórczość i życie takich projektantów modernizmu, jak Mies van der Rohe, Oskar Niemeyer czy Le Corbusier. I z nowymi obiektami, za którymi ciągnęła się sława nie tylko ich samych, ale też tych, w których głowach się zrodziły, jak Muzeum Guggenheima w Nowym Jorku (Frank Lloyd Wright, 1959), Opera w Sydney (Jorn Utzon, 1973) czy Centre Pompidou (Renzo Piano i Richard Rogers, 1977). Słowem, iskrzyło i kipiało już od dawna, a Bilbao okazało się skutecznym katalizatorem owych procesów. Przekonano się bowiem, że pojedynczy gmach może odmienić wizerunek, a nawet ...