POLITYKA

Poniedziałek, 22 kwietnia 2019

Polityka - nr 1 (3092) z dnia 2017-01-01; s. 156

Passent

Daniel Passent

Halo, tu Lizbona!

Niezwykły to dyktator, nie przypomina ani Mussoliniego, ani Hitlera, ani Stalina. Nie jest wojskowym i nie uważa się za geniusza wojskowego z Bożej łaski. Jest człowiekiem cywilnym, nie porzucił swoich dawnych zwyczajów ani sam nie przywdział munduru, ani też nie zorganizował sobie sił zbrojnych…”. Był „dobrym wychowawcą swego narodu”. Byłbyż to prezes kochany – Jarosław Kaczyński? Nie, bohaterem tych słów był Antonio Oliveira Salazar, dyktator Portugalii, a ich autorem – Stanisław Kozicki (1876–1958), działacz Narodowej Demokracji, współpracownik Romana Dmowskiego.

Kaczyński zapewne przejdzie do historii, ale jako kto? Zbawca? Szkodnik? Autokrata? A może po prostu polski Salazar? Absurd – powie ktoś, kto wie, jakie są między nimi różnice. Salazar rządził w czasach faszyzmu i komunizmu. Kaczyński – po ich upadku. Salazar był wysoki, szczupły, przystojny. Nie pochodził ze stołecznej inteligencji, tylko z bardzo biednej rodziny na wsi. Dzięki zdolnościom i pracowitości zdobył wykształcenie, ba, w wieku trzydziestu kilku lat był już profesorem, znanym ekonomistą. (Dziedzina Kaczyńskiemu obca). Został wybrany do parlamentu, ale zbrzydzony tym, co tam ...