POLITYKA

środa, 22 maja 2019

Polityka - nr 11 (2392) z dnia 2003-03-15; s. 30-32

Kraj / Podatek od matek

Anna Szulc

Haracz za chore dzieci

Wydawałoby się, że sprawa dostępu do przebywających w szpitalu dzieci jest od lat załatwiona. Że nikt nie będzie już śmiał popełniać niegodziwości, jaką jest oddzielenie chorego, znękanego dziecka od jego zatrwożonych rodziców. Jest gorzej niż było: za prawo czuwania przy własnym dziecku trzeba płacić.

Na oddziale onkologicznym Centrum Zdrowia Dziecka w Warszawie krzesło przy małym pacjencie reglamentuje się jak kiedyś kartki na mięso. W styczniu 2003 r. ordynator oddziału prof. Danuta Perek dla rodziców, którzy chcą czuwać w nocy przy swoich dzieciach, wprowadziła specjalne przepustki. Bilet wstępu na salę wydaje się wyłącznie „w uzasadnionych medycznie przypadkach”. Prof. Perek uznała bowiem, że jedynie lekarze mogą ustalać warunki, w jakich ma przebiegać leczenie dziecka.

Bez kontaktu

Pani profesor ustaliła więc także warunki dla małego Tomka Knapika, u którego zdiagnozowano raka mózgu. Na ratowanie chłopca jego rodzice wydali już majątek. Sprzedali dom, działkę budowlaną pod Ciechocinkiem i srebrnego Citroëna – ślubny prezent od teściów. Wszystko na nic. Szanse na wyleczenie Tomka są nikłe.

Knapikowie są dobrymi rodzicami, chcieliby czuwać przy synu aż do końca. Jednak nocnej przepustki na oddział, gdzie leży Tomek, przez długi czas nie dostawali. – Usłyszałam od lekarzy, że moja obecność przy dziecku kompletnie nie ma sensu – twierdzi ...

Szpital nie dworzec

Prof. Danuta Perek z Centrum Zdrowia Dziecka:
Na salach, i tak już ciasnych, przesiadywały całe rodziny, z walizkami i tobołkami pełnymi jedzenia. W pewnym momencie zorientowałam się, że szpital z miejsca, w którym przede wszystkim powinno się leczyć, zamienia się powoli w dworzec autobusowy.

Wbrew prawu
Paweł Jaros, rzecznik praw dziecka:
Pobieranie opłat od rodziców za opiekę nad dziećmi w szpitalu kłóci się z konstytucją, która zapewnia obywatelom równy dostęp do świadczeń zdrowotnych, jak też z ustawą o zakładach opieki zdrowotnej z 1991 r., zapewniającą choremu dziecku prawo do całodobowej opieki rodziców. (Wyjątkiem jest zagrożenie epidemiologiczne w szpitalu). Kłóci się także z Europejską Kartą Praw Dziecka w Szpitalu, która nie dopuszcza żadnych ograniczeń w odwiedzinach dziecka.

Lepiej znaczy drożej
Marek Balicki, minister zdrowia i opieki społecznej:
Każdy pacjent ma niekwestionowane prawo do opieki ze strony osób bliskich w takim zakresie, w jakim jest to niezbędne. W wypadku dziecka ma ona szczególne znaczenie, gdyż obecność rodziców pozytywnie wpływa na przebieg leczenia. Koszty tej opieki nie mogą jednak obciążać szpitala, któremu kasa chorych refunduje wydatki poniesione wyłącznie na świadczenia zdrowotne. Każdy zakład opieki zdrowotnej ma swój regulamin porządkowy, nad którego przestrzeganiem czuwa rada społeczna, do zadań której należy również analiza skarg pacjentów i czuwanie nad realizacją jego praw. Rada powinna także rozpatrzyć problemy związane z dodatkowymi kosztami opieki nad pacjentem. W tym kontekście pragnę przypomnieć, iż kwestia podniesienia standardu opieki i zapewnienia dodatkowych świadczeń łączy się ze wzrostem kosztów funkcjonowania całej służby zdrowia – nie można z jednej strony protestować przeciwko podniesieniu wysokości składki zdrowotnej do 8 proc., z drugiej zaś domagać się dodatkowych świadczeń. Nasze społeczeństwo starzeje się, a nowoczesne techniki leczenia wymagają dużych nakładów finansowych.