POLITYKA

Wtorek, 21 maja 2019

Polityka - nr 3 (2333) z dnia 2002-01-19; s. 60

Gospodarka

Andrzej Krzysztof Wróblewski

Harce na manowcach

O złych stronach prywatyzacji słyszymy aż za wiele

Prywatyzacja jak mało co nadaje się na pole bitewne. Przekonał się o tym ostatnio minister Wiesław Kaczmarek. Ruszę i ja do bitwy, a raczej do potyczki, z autorami kolejnego naukowego opracowania o prywatyzacji.

„Wyróżnikiem »Manowców polskiej prywatyzacji« – pisze w redagowanej przez siebie książce prof. Maria Jarosz – jest to, że dotyczy ona drugiej, »gorszej« strony prywatyzacji, która w przeciwieństwie do owej »lepszej« jest mało znana”. Można by z tej zapowiedzi wnosić, że ludzie w Polsce wiedzą o prywatyzacji majątku państwowego same dobre rzeczy.

A przecież jest zgoła inaczej. Dobrze, może nawet za dobrze znane są tylko manowce tego procesu. Zapominamy już, jak szydziliśmy z ociężałego i niegospodarnego stylu zarządzania wspólnym majątkiem z okresu PRL. Dziś – jakże często – znów wolimy, żeby się zmarnowało, niż żeby dostało się w czyjeś ręce. Sprzedaż nazywana jest wyprzedażą, media najchętniej donoszą o transakcjach aferalnych. Ilu pracowników prywatny właściciel zwalnia, jakie hale rozbiera – dowiadujemy się w głównych wiadomościach telewizyjnych; informacje o przedsiębiorstwie, które dawniej nie miało zbytu i jechało na stratach, a po prywatyzacji może nawet eksportować, podawane są drobnym drukiem na ...