POLITYKA

Piątek, 23 sierpnia 2019

Polityka - nr 27 (2561) z dnia 2006-07-08; s. 108-113

Na własne oczy

Mariusz Mucha

Hasiok na rejonie

Hasiok: śmietnik, miejsce, gdzie obywatele wyrzucają niepotrzebne rzeczy. Hasioki na rejonie: osiedlowe śmietniki, miejsce pracy bezdomnego zbieracza. Zbieracz żyje i pracuje z zegarkiem w ręku. Dyscyplina jest niezbędna. Inaczej sam siebie wyautuje. Z hasioka, z hausy (noclegowni dla bezdomnych mężczyzn), wreszcie z życia.

Andrzej, Leszek, Waldek. O swej bezdomności mówią: To nie koniec świata. Wiadomo, można się poddać rzeczywistości i zejść na dno. Ale można zachować godność. Spać w noclegowni i mieć marzenia. Na sylwestrową zabawę wynająć pokój w hotelu Piast. Pójść do kina, napić się piwa. I żyć z grzebania po śmietnikach.

Godz. 4.30: ranne ptaszki

Kilka mandżurów, dość twardych mat do spania, jest już zwiniętych i postawionych pod ścianą. Ci, co wstali, obywają się bez światła, żeby nie budzić tych, którzy na hasioki czy gdziekolwiek indziej wychodzą później. Ale i tak nawet wyjątkowe śpiochy dużo dłużej nie pośpią. O szóstej, góra pół do siódmej, są na nogach.

Godz. 8: wypad z hausy

Hausa, czyli noclegownia dla bezdomnych mężczyzn przy ul. Młyńskiej w Lublinie, niedaleko dworca PKP, tuż przed ósmą rano pustoszeje całkowicie. W parterowym, pomalowanym na zgniłozielony kolor baraku (podzielonym wewnątrz na trzy części: największą mieszkaniową i mniejsze, w&...