POLITYKA

Poniedziałek, 24 czerwca 2019

Polityka - nr 34 (2719) z dnia 2009-08-22; s. 63-66

Historia

Agnieszka KrzemińskaPaweł Walewski

Hiszpanka była Amerykanką

Niby zwykła grypa, ale na początku XX w. pojawiła się niczym jeździec apokalipsy, siejąc spustoszenie porównywalne jedynie do epidemii dżumy z połowy XIV w. Amerykański wirusolog Jeffrey Taufenberger nazwał hiszpankę „nigdy nieosądzonym masowym mordercą”.

Rozalka ma dziecięce czółko, złote włoski i długie rzęsy. Dziewczynkę zabiła hiszpanka, a w zasadzie jej trzecia i ostatnia fala. Sycylijski generał Mario Lombardo nie chciał, by jego ukochana córeczka zmieniła się w proch. Zatrudnił słynnego balsamistę Alfredo Salafię, by zakonserwował ciało (dopiero w marcu 2009 r. odkryto tajemnicę mieszanki wtłoczonej w żyły dziecka – składała się z gliceryny, formaliny, siarczanu cynku i kwasu salicylowego). Chemik stworzył najdoskonalszą mumię świata, która spoczywa do dziś w katakumbach kościoła kapucynów w Palermo. Rozalia Lombardo jest przykładem kunsztu balsamisty, pomnikiem rozpaczy po stracie dziecka, ale i symbolem choroby, która zabiła miliony. Dziewczynka urodziła się na początku 1918 r., gdy grypa zaczęła zbierać pierwsze żniwo, a umarła jako jedna z ostatnich ofiar, 6 grudnia 1920 r.

Choroba zaczynała się typowo – gorączką, dreszczami, bólem mięśni, głowy i gardła. Większość pacjentów po kilku dniach zdrowiała, choć lekkie zmęczenie utrzymywało się jeszcze przez ...