POLITYKA

Poniedziałek, 20 maja 2019

Polityka - nr 30 (2255) z dnia 2000-07-22; s. 18

Wydarzenia

Adam Krzemiński

Hodowca nadludzi

Manfred Ewald: To ja byłem enerdowskim sportem

To jedno z ostatnich wielkich wydarzeń w rozliczaniu przeszłości byłej NRD, choć wyroki jeszcze nie zapadły. Nawet jeśli sędzia zdąży przed przerwą urlopową, to oskarżeni – szefowie enerdowskiego sportu – dostaną po kilkanaście miesięcy z zawieszeniem, może jeszcze jakąś grzywnę, i krzywo uśmiechnięci pójdą do domu. Po członkach biura politycznego – z Erichem Honeckerem, Egonem Krenzem i Günterem Schabowskim, po generalicji enerdowskiej armii i pogranicznikach winnych śmierci uciekinierów, po zgrywającym na sali sądowej idiotę sędziwym szefie enerdowskiej bezpieki Erichu Mielke i wreszcie po sędziach ferujących wyroki śmierci na przeciwników reżimu, oni są ostatni. 3 października przestępstwa władz enerdowskich ulegają przedawnieniu.

Sędzia, który prowadzi sprawę byłego ministra sportu, szefa Komitetu Olimpijskiego NRD i przez 27 lat Stowarzyszenia Gimnastyki i Sportu, takiego enerdowskiego GKKFiT – Manfreda Ewalda (lat 74) i głównego medycznego reżysera sterowanego przez państwo dopingu w enerdowskim sporcie – Manfreda Höppnera (66), spieszy się. Zamiast 142 przypadków działania enerdowskich trenerów na szkodę małoletnich sportowców, rozpatrywane są tylko 24. Ewald mimo byczej figury i dobrej zaprawy fizycznej jeszcze z obozów Hitler-jugend jest w stanie tylko przez dwie godziny brać udział w rozprawie. W rezultacie przypada po piętnaście minut na jedną opowieść o każdym sportowym życiu. Zeznają: miotaczka, która mając 13 lat pchała kulę na odległość 12,24, a dziś ma nadwagę 30 kilogramów, ciężarowiec, który obciął sobie piersi, ponieważ koledzy w pracy wciąż wyśmiewali jego „okrągłe formy”, brodate i wąsate pływaczki z twarzami pociętymi egzemą. Jedni są byłymi mistrzami sportu, jak Rica Neumann – trzykrotnymi medalistami olimpijskimi, inni swe pięć sekund tryumfu przeżyli wygrywając kiedyś tam w wieku 14 lat jakąś spartakiadę, a potem ...