POLITYKA

Czwartek, 23 maja 2019

Polityka - nr 38 (3077) z dnia 2016-09-14; s. 100-105

Na własne oczy

Aleksandra Lipczak

Hotel Europa

W Grecji utknęło ok. 60 tys. uchodźców. Wybawieniem dla wielu okazują się zbankrutowane obiekty z epoki igrzysk olimpijskich z 2004 r.

Na pierwszy rzut oka City Plaza wygląda zwyczajnie. Siedem pięter, lobby, recepcja, na pierwszym piętrze bar i duża jadalnia, na dachu taras z widokiem na Ateny. Hotel ma jednak tak wymowną historię, że aż prosi się, by uznać go za metaforę.

Wybudowany w okolicy igrzysk 2004 r., splajtował w czasie kryzysu. Dołączył do grona 4 tys. pustych budynków, którymi straszy dziś centrum stolicy Grecji. Jest ich tak dużo, bo nie chodzi tylko o kryzysowe bankructwa. Już od wielu lat mieszkańcy Aten odpływają z centrum na peryferie. Przez 6 lat hotel stał więc opustoszały, choć kompletnie wyposażony.

Te pozostające bez użytku pokoje, poduszki i talerze, krzesła i wanny wydawały się czymś nieprzyzwoitym ludziom pomagającym uchodźcom, których tysiące przewijały się w ostatnim roku przez miasto. Nieprzyzwoitym, bo większość migrantów koczowała w namiotach, obozach, centrach zatrzymań lub parkach. Jeszcze bardziej nieprzyzwoite zaczęły wydawać się po tym, gdy Europa zamknęła swoje granice, a Unia Europejska podpisała umowę z Turcją o odsyłaniu uchodźców. W Grecji znalazło się wtedy, ...