POLITYKA

Poniedziałek, 20 maja 2019

Polityka - nr 5 (2690) z dnia 2009-01-31; s. 62

Kultura / Polska Literatura Współczesna

Jarosław Klejnocki

Hymn na cześć życia

„Hanemann” to jedna z najpiękniejszych polskich powieści. Książka Stefana Chwina przywraca wiarę w potęgę i moc pełnokrwistych, narracyjnych opowieści, wciągających czytelnika w świat przedstawiony.

Kiedy „Hanemann” ukazał się w 1995 r., istniała pokusa, by czytać tę powieść jako jedną z tych, które eksploatowały popularny wówczas w literaturze mit małej ojczyzny i eksplorowały zapoznany w PRL (głównie z powodów politycznych) temat kulturowego pogranicza niemiecko-polskiego.

Jest to bowiem opowieść o Wolnym Mieście Gdańsku z czasów tużprzedwojennych, o wojennych perturbacjach grodu, wreszcie – a to najważniejsza część książki – o odpływie rdzennych niemieckich mieszkańców i napływie nowych osadników, głównie repatriantów z utraconych przez Polskę Kresów (Wilna, Lwowa), gdy władzę nad miastem przejmuje najpierw sowiecka, a później polska administracja.

Nie jest jednak „Hanemann” freskiem historycznym i nie jest jego ambicją sportretowanie wielkich przemian, jakie przyniosło zakończenie II wojny światowej. Kwestią interesującą Chwina o wiele bardziej jest sam fenomen miasta, które – opuszczone i pozostawione niemalże na łup napływowych mas – zdołało przybyszów do siebie przekonać aż tak, że z czasem pokochali je jak własne, jak ...