POLITYKA

Niedziela, 19 maja 2019

Polityka - nr 40 (2725) z dnia 2009-10-03; s. 52-53

Rynek

Andrzej Lubowski

I w górę, i w dół

Od czasu, gdy Barack Obama wprowadził się do Białego Domu, giełda poszła mocno w górę, a dolar mocno w dół. Ciężko poturbowana finansowo Ameryka wraca do równowagi. Pozornie.

O prawdziwym ożywieniu gospodarki nie może być mowy, dopóki nie poprawi się sytuacja na rynku pracy. Dobre wieści z giełdy mają znaczenie trzeciorzędne. Gdy banki płacą depozytariuszom 1 proc., łatwiej skusić ludzi do kupna akcji. A jeśli firmy mają lepsze wyniki, to najczęściej bierze się to z cięć kosztów niż ze wzrostu przychodów. A tego na dłuższą metę nie da się utrzymać.

Giełdowi inwestorzy cieszyli się, że stopa bezrobocia w USA spadła z 9,5 proc. w czerwcu do 9,4 proc. w lipcu. Cóż z tego, skoro już w sierpniu wzrosła do 9,7 proc. i jest najwyższa od 26 lat. Co więcej, wskaźniki te coraz słabiej odzwierciedlają rzeczywisty obraz na rynku pracy. Statystyki bezrobocia nie uwzględniają przecież ani tych osób, które wbrew swej woli pracują w niepełnym wymiarze czasu (a jest ich o 4 mln więcej niż przed recesją), ani tych, którzy przestali szukać nowego zajęcia, więc się do bezrobotnych formalnie nie zaliczają.

Jednocześnie nie oddają one ...