POLITYKA

Wtorek, 21 maja 2019

Polityka - nr 37 (3076) z dnia 2016-09-07; s. 90-91

Ludzie i style

Mariusz Herma

I wtedy powiedzieliśmy: Oho!

Rozmowa z prof. Leonardem Kleinrockiem o tym, czego jeszcze od internetu oczekują jego twórcy

Mariusz Herma: – Z pańskiej pracowni wysłano w 1969 r. coś na wzór pierwszego e-maila. Czy w kontekście ówczesnych oczekiwań współczesny internet czymś pana rozczarowuje?
Leonard Kleinrock: – Aby porozumieć się z siecią, wciąż muszę się posiłkować klawiaturą, myszką, ekranem. A to bardziej przeszkadza, niż pomaga w tym, o co nam od początku chodziło: aby człowiek mógł porozumieć się z człowiekiem. Rozmawiamy teraz ze sobą przez Skype. Ale najpierw musieliśmy wymienić się naszymi loginami w tym programie, wysłać sobie zaproszenie do znajomości, zaakceptować to zaproszenie. I dopiero do siebie zadzwonić. A powinienem po prostu powiedzieć: Chcę rozmawiać z Mariuszem.

Wizja rodem z science fiction w rodzaju filmu „Ona”.
Na kilka miesięcy przed wysłaniem tamtej pierwszej wiadomości przygotowałem informację prasową, w której opisywałem moją wizję internetu. Miał być zawsze dostępny. Miał być osiągalny za pomocą dowolnego urządzenia podłączonego do sieci. I miał być niewidzialny. Osiągnęliśmy wszystko z wyjątkiem tego ...

Leonard Kleinrock, ur. 1934 r., naukowiec i informatyk, od lat 60. związany z University of California Los Angeles (UCLA). Jego laboratorium wraz z oddaloną o kilkaset kilometrów pracownią Douglasa Engelbarta na Uniwersytecie Stanforda stworzyły zalążek sieci ARPANET, poprzedniczki internetu. Matka Kleinrocka pochodziła z Rzeszowa, a ojciec spod Lwowa, choć poznali się już na emigracji w Nowym Jorku. Naukowiec występuje w nowym filmie Wernera Herzoga „Lo i stało się. Zaduma nad światem w sieci”, który właśnie wszedł na ekrany polskich kin.