POLITYKA

Wtorek, 21 maja 2019

Polityka - nr 2 (2841) z dnia 2012-01-11; s. 84-85

Kultura

Ryszard Marek Groński

I zamarł śmiech...

Dużą popularnością cieszą się obecnie satyrycy rozbawiający publiczność „na stojaka”, czyli stand up komedianci. Warto zatem przypomnieć, iż w tej trudnej branży mieliśmy kiedyś osobowości i talenty na miarę gwiazd z obcego nieba.

Gwarantem nadkompletu na widowni, wszystko jedno, w jakim mieście czy miasteczku, był Leon Wyrwicz. Urodzony w 1883 r. w kolejarskiej rodzinie Haraschinów, mieszkańców Galicji. Wyrwicz to pseudonim, aluzja do siły fizycznej ­Leonka, mistrza zapasów i cyrkowych popisów, zanim zdecydował się na karierę artystyczną – monologowanie, komentarze do rzeczywistości. Nie korzystał z tekstów innych autorów. Sam pisał swoje opowieści. Pisał, przesada – układał je zdanie po zdaniu podczas przechadzek po Plantach. Zostawiał wolne miejsca na improwizację, dodanie aktualnego żartu bądź zasłyszanego zwrotu.

Dopiero w Polsce Ludowej cenzura wymusiła na nim zapis monologów w obawie, że coś palnie i będą kłopoty. To był warunek zgody na występy. Kompletnie dla niego niezrozumiały, gdyż starał się, by każdy jego występ był inny, zależny od publiczności. A zdarzało mu się występować w remizach strażackich, tancbudach, kinoteatrach, a nawet w seminariach duchownych i klasztorach żeńskich, ku radości siostrzyczek. Dodajmy do tej listy wszechobecności wieczór w Zielonym ...