POLITYKA

Wtorek, 16 lipca 2019

Polityka - nr 23 (3012) z dnia 2015-06-01; s. 30-31

Społeczeństwo

Elżbieta Turlej

I że was nie dopuszczę!

Od 1 marca można brać ślub poza Urzędami Stanu Cywilnego. Chętnych do wyjścia w plener jest wielu, ale najważniejsze „tak” wciąż należy do urzędnika.

Południowa Polska. Szkolenie dla konsultantek ślubnych. Na ścianie zdjęcie: namiot na łące, w nim goście siedzący na drewnianych ławach, ksiądz pochylony nad młodymi. – Sakramentalne „tak” na łonie przyrody można powiedzieć za zgodą biskupa, ale nie słyszałam, żeby ktoś w Polsce ją dostał. Liczymy na Franciszka, ale na razie nie zapowiada się, żeby był bardziej wyrozumiały od Benedykta, wielkiego przeciwnika plenerów – przekonuje instruktorka nr 1. – Goście ze zdjęcia mieli szczęście: znajomy ksiądz był odważny i miał plecy – dodaje instruktorka nr 2. – Moi klienci z Ś. trafili dużo gorzej. Ustawili wszystko pod mszę nad potokiem, ale tydzień przed uroczystością ktoś wsypał duchownego i przełożeni zagrozili mu ekskomuniką. Ślub był w kościele, ale – prawdopodobnie za karę – nie mogli go przybrać po swojemu. Słowem: odradzamy, no chyba, że wasi klienci chcieliby ruszyć w pielgrzymkę i tam poprosić o błogosławieństwo.

Co innego śluby cywilne. Jak mówią instruktorki, z Kościołem nikt się nie dogada, z państwem i owszem. Dowód: w myśl działającej ...