POLITYKA

Piątek, 19 lipca 2019

Polityka - nr 6 (3197) z dnia 2019-02-06; s. 16-18

Polityka

Ryszard ŁuczynWojciech Szacki

Idzie Wiosna

„Oda do radości” towarzyszyła debiutowi Roberta Biedronia w roli partyjnego lidera na konwencji Wiosny (tak się nazywa jego ugrupowanie). To niejedyne nawiązanie do inauguracji prezydentury Emmanuela Macrona w 2017 r.

Macron zapowiadał, co dziś w dobie żółtych kamizelek brzmi dość zabawnie, że „pogodzi Francuzów”, Biedroń obiecał zaś koniec wojny polsko-polskiej. Była też symptomatyczna różnica – wyborcy Macrona odśpiewali prezydentowi „Marsyliankę”, na Torwarze zamiast polskiego hymnu wybrzmiały piosenki Maryli Rodowicz i Reni Jusis.

Biedroń – choć sam jest byłym posłem, a na zapleczu ma eksdziałaczy SLD średniego szczebla – przedstawiał siebie jako gorącą nowość w polityce. – Jest tu cała Polska, tylko jednej grupy tu nie ma. Z Wiejskiej. Tam, gdzie cały czas trwa zima stulecia. Ale niech dowiedzą się, że idą roztopy – mówił lider Wiosny.

Egzaltowanych metafor było więcej. – Tysiące marzeń stworzyły ogromny biały żagiel. Żagiel, pod którym w końcu wypłyniemy na błękitne oceany. Daleko od tych krwawych oceanów, w których zagryzają się rekiny – mówił o postulatach wypisywanych przez zwolenników na tzw. burzach mózgów, które poprzedziły konwencję na Torwarze.

Biedroń przemawiał godzinę. Obywatel, wspólnota, państwo – to były jego słowa klucze, a ...