POLITYKA

Poniedziałek, 18 grudnia 2017

Polityka - nr 32 (3071) z dnia 2016-08-03; s. 20-22

Polityka

Mariusz JanickiWiesław Władyka

Idziemy po was!

Kończy się pierwsza, a nadchodzi druga faza pisowskiej rewolucji. Wszystkie przygotowane dotąd narzędzia, także propagandowe, właśnie od teraz mają zacząć działać na pełnych obrotach. Przegapienie tego momentu przez opozycję może ją drogo kosztować.

Od wielu miesięcy mówiło się, że po szczycie NATO i po Światowych Dniach Młodzieży rządzący PiS przyspieszy i zacznie realizować jeszcze ostrzejszą politykę, zwłaszcza wobec instytucji demokratycznych i opozycji. Te dwie newralgiczne imprezy właśnie minęły. Wiele wskazuje na to, że rzeczywiście otwiera się nowy polityczny etap. Kończy się przegrupowanie sił w prokuraturze, planowana jest znacząca podwyżka pensji w służbach specjalnych, wdrażana jest akcja dyscyplinowania sędziów za pomocą ustawowych zmian. Nałożono ostatecznie polityczną czapę na publiczne radio i telewizję, powołując tzw. Radę Mediów Narodowych z posłami PiS w rolach głównych, zmieniono skład KRRiT. Jeśli nowa ustawa o TK nie zostanie skutecznie zaskarżona, praktycznie zlikwiduje w Polsce konstytucyjną kontrolę. A sympatycy władzy na prawicowych forach odliczają dni do końca kadencji prezesa Rzeplińskiego. Ruszy komisja w sprawie Amber Gold, która pod pretekstem rozliczania afery ma pokazać wszystkie przewiny i przestępstwa poprzedniej ekipy rządzącej. Można spodziewać się nękania politycznych wrogów, wzmożenia lustracji i agresywnej polityki historycznej, medialnego ostrzału, zapewne także w końcu aresztowań i głośnych procesów. Czystki i szykany sięgną zapewne jeszcze głębiej, do poziomu szkół, uczelni, instytucji samorządowych, może mediów prywatnych.

Ostre odpowiedzi rządowych polityków na zalecenia Komisji Europejskiej pokazują, że PiS czuje się coraz pewniej; w rządzącym ugrupowaniu panuje poczucie siły i przekonanie, iż teraz już wolno wszystko, że wyborcy zostali wynagrodzeni, opozycja pokonana, przyszedł zatem czas na zaostrzenie kursu. Prześledźmy zatem sygnały, które mogą uzasadniać ten manewr.

Od dwóch miesięcy badania opinii publicznej pokazują, że wyraźnie spada zaufanie do Trybunału Konstytucyjnego. W tym czasie nie nastąpiło nic takiego w sprawie TK, co racjonalnie uzasadniałoby tę obniżkę, ale to dokładnie czas, od kiedy zaczął działać program 500 plus. Według szacunków blisko 3 mln rodzin może wziąć pieniądze z programu 500 plus, wśród nich zarówno zwolennicy PiS, jego bardziej lub mniej zagorzali przeciwnicy i ci wahający się. Można przypuszczać, że zwłaszcza wśród tych dwóch ostatnich grup zachodzi psychospołeczny proces racjonalizacji: nie bierze się pieniędzy od wrogów, wzięliśmy jednak pieniądze, to sytuacja etycznie trudna do zniesienia. Jeżeli zatem nie rezygnujemy z 500 zł, a zrezygnować niełatwo, pozostaje przychylniej spojrzeć na dawcę – może PiS nie jest taki zły, może jego przeciwnicy przesadzają.

Nazywa się to redukcją dysonansu poznawczego. A ponieważ głównym powodem krytyki PiS jest to, co ta władza robi z zasadami demokracji, a w szczególności z Trybunałem Konstytucyjnym, niechęć dosięgła właśnie Trybunał. To nie jest paradoks, ale dość prosta zasada psychologii społecznej: jeżeli PiS nie jest taki zły, a walczy z Trybunałem, to znaczy, że zły może być Trybunał. Stąd spadek zaufania do tej instytucji. Tak zapewne wielu ludzi poradziło sobie z problemem, że biorą pieniądze od rządu, któremu świat zarzuca naruszanie demokracji. Zadziałanie tego mechanizmu dowodzi, że nadzieje PiS związane z 500 plus się spełniły.

Udany podział ról

Drugi powód dobrego samopoczucia też widać w badaniach opinii. Na szczycie ostatniego rankingu zaufania do polityków znaleźli się prezydent Andrzej Duda i premier Beata Szydło. Wśród tych, do których społeczeństwo ma najmniejsze zaufanie, znajdują się Jarosław Kaczyński i Antoni Macierewicz. Lepszy wynik niż ci dwaj, de facto najważniejsi politycy PiS, ma nawet lider PO Grzegorz Schetyna. I znowu tyleż to paradoks, co dowód, że wielka akcja marketingowa PiS, rozpoczęta w kampanii przed wyborami w 2015 r., powiodła się. Chociaż wydaje się to dziwaczne, ludzie ufają posłusznym wykonawcom polityki projektowanej w całości przez człowieka, któremu nie ufają. Kaczyński już dawno zrozumiał, że sam jest niewybieralny, że jest guru dla maksimum 30 proc. polskich wyborców, którzy pójdą za nim w ogień. Świadomość tego faktu potwierdził zresztą niedawno w przemówieniu na kongresie swojej partii, kiedy przyznał, że ten „myk” z prezydentem i panią premier był konieczny. I na tyle wydajny, że teraz wręcz każdy atak na Kaczyńskiego jest w istocie nieskuteczny – już bardziej niepopularny nie będzie, bo i tak jest na dole tabeli, ważne, że jego projekty wygrywają. Kiedy Grzegorz Schetyna i inni wciąż walczą z Kaczyńskim, trafiają w próżnię, bo on jest „zaplanowanym przegranym”, nic mu nie może zaszkodzić. Widać, że już bardziej efektywne politycznie jest podkopywanie Szydło i Dudy, którzy mają co tracić. Chyba że lider PiS zdecyduje się zostać premierem, z którą to pokusą, sądząc z jego ostatnich wypowiedzi, wyraźnie walczy. I&...

[pełna treść dostępna dla abonentów Polityki Cyfrowej]