POLITYKA

Niedziela, 19 maja 2019

Polityka - nr 22 (2352) z dnia 2002-06-01; s. 66-68

Gospodarka

Piotr Pytlakowski

Ile ciągnik wyciągnie

Ursus także chce pieniędzy z budżetu państwa

O fabryce ciągników w Ursusie ostatnio przycichło – to dobrze czy źle? To cisza przed burzą – ostrzegają ludzie do niedawna związani z zakładem. Najpierw Ursus dostanie nowy zastrzyk gotówki ze Skarbu Państwa, a zaraz potem firmę się sprywatyzuje. W ten sposób publiczne pieniądze wpadną do kieszeni kilku cwaniaków.

Ursusem rządzi dziś Stanisław Bortkiewicz. Szefem Zakładów Przemysłu Ciągnikowego Ursus SA został w grudniu 1997 r. z nadania lidera związkowego Zygmunta Wrzodaka, dziś posła Ligi Polskich Rodzin. Wtedy nominację Bortkiewicza uważano za typowo polityczną, bo, argumentowano, niby jakie kwalifikacje przemawiają za człowiekiem, który wcześniej był lekarzem pediatrą w Ostródzie, potem prowadził małą hurtownię, a biznesu uczył się od Feliksa Siemienasa, którego metody na sukces w interesach analizowało przez lata kilka prokuratur? Kiedy Wrzodak ściągnął do Ursusa Bortkiewicza, komentowano, że car ma swojego Rasputina. Wrzodak obdarzył lekarza z Ostródy zaufaniem do tego stopnia, że przystał nawet na jego plan redukcji załogi, chociaż wcześniej na każdy taki pomysł reagował jak diabeł na święconą wodę.

Kiedy Stanisław Bortkiewicz obejmował funkcję prezesa, fabryka zatrudniała 12 tys. pracowników. Dzisiaj ZPC Ursus i jej spółki-córki mają na stanie niecałe 1350 osób. Z gierkowskiego molocha, który miał docelowo produkować 100 tys. traktorów, pozostało niewiele. W ub.r. z trudem udało się zmontować 2 tys. cią...