POLITYKA

Sobota, 25 listopada 2017

Polityka - nr 25 (3115) z dnia 2017-06-21; s. 94

Felietony / Passent

Daniel Passent

Ile dywizji ma Zagajewski

Adam Zagajewski – jeden z największych współczesnych poetów – jako pierwszy Polak otrzymał prestiżową hiszpańską nagrodę Księżniczki Asturii w dziedzinie literatury, przyznawaną od 37 lat. Wiadomość ta przeszła w Polsce bez większego echa, „Polki i Polacy” entuzjazmowali się akurat zwycięstwem piłkarzy nad Rumunią, minister kultury walczył z festiwalem MALTA, a tabloidy polowały na fotografię ciężko chorej aktorki. Nie było słychać gratulacji ze strony wicepremiera od kultury i sztuki, media nie przyniosły jego listu, który prawdopodobnie nie powstał. O kwiatach także nie słyszałem. Pytałem ministerstwo, ale ponieważ jest to resort kultury, więc odpowiedzi nie dostałem. Być ministrem kultury to sztuka.

Zagajewski to nie tylko wiersze, eseje, powieści, przekłady, publicystyka, to nie tylko poeta buszujący w chmurach, ale i obywatel, który stąpa po ziemi. „Talent nie zwalnia od odpowiedzialności moralnej” – powiedział. Na moim biurku leży pożółkły już wycinek niewielkiego artykuliku Zagajewskiego „Panie i panowie, faszyzm jest blisko” („GW” 25.03.2016 r.). Zwracając się do rządzących, pisał: „wasze zachłanne, fanatyczne próby błyskawicznego opanowania władzy we wszystkich dziedzinach życia publicznego, od Trybunału Konstytucyjnego, prokuratury, sądów powszechnych i służby cywilnej po media i stadniny koni, mogą się kojarzyć tylko z jednym, z faszyzmem, rozumianym jako typ idealny, w sensie nadanym temu terminowi przez Maxa Webera. Różnica jest całkiem spora. Opinia publiczna cywilizowanego świata nie jest dotknięta amnezją i wie, że połączenie nacjonalizmu, populizmu, kłamstwa i autorytaryzmu nazywa się tak właśnie. To jest zapowiedź faszyzmu. Możliwość faszyzmu…”. Kończąc, Zagajewski pisał: „Ja was nie lubię, ale nie mówię, że jesteście faszystami. A jednak weszliście na drogę, która prowadzi do faszyzmu”.

Uczulenie na faszyzm nie jest tylko dolegliwością „rozhisteryzowanej opozycji” w Polsce. Podobne obawy występują np. w USA. Znany poeta i krytyk Adam Kirsch przypomniał kilka dni temu w „NYT” słowa niechętnego krytyce Donalda Trumpa: „Nieliczna grupa przegranych uważa, że wie wszystko i chce dyktować każdemu, jak żyć, co robić i co myśleć”. Wspólnym wątkiem propagandy faszystowskiej – pisze Kirsch – jest twierdzenie, że parlamenty to „izby gadulstwa”, gdzie przemowy i jałowa krytyka nie pozwalają działać skutecznie. „Faszyzm obiecał zastąpienie pluralizmu – jednością. „»Jeden naród, jedno państwo, jeden przywódca«, czyli debata jest zbędna” – pisze Kirsch (bo prowadzi do „imposybilizmu” – jak mówią w PiS).

Zagajewski nie ukrywa, co myśli o „dobrej zmianie”. Kłopot z poezją jest taki, że jej nie można „zdemokratyzować”, jak to się usiłuje robić z prawem i z sądami. Suweren sonetu nie napisze. Można poetę sekować, można go skreślić z listy zapraszanych przez instytuty polskie za granicą, można mu nie przypiąć orderu, wykreślić z lektur szkolnych, nie wysłać na targi książki w Londynie, można wreszcie zlustrować do trzeciego pokolenia, ale nawet mgr Przyłębska „okaleczonego świata” nie opisze.

Kilka tygodni temu miałem zaszczyt być wśród publiczności na wręczeniu profesor Ewie Łętowskiej Nagrody PEN Clubu. Ceremonia ta nabrała rozgłosu ze względu na (fałszywy, na szczęście) alarm bombowy, jaki otrzymała policja, która ewakuowała nas wszystkich z Domu Literatów na Krakowskim Przedmieściu. Komu mogło zależeć na tym, żeby uhonorowanie znanej konstytucjonalistki nie doszło do skutku? Przecież byle szczeniak czy żartowniś raczej nie wiedział o elitarnej i wąskiej imprezie PEN Clubu na piętrze domu pisarza? Kto więc to zrobił? I czy to będzie metoda na nieprawomyślne zgromadzenia? Podobno policja została zawiadomiona drogą mailową z adresu jakiejś placówki naukowej. Ciekawe, czy i kiedy MSWiA ustali sprawcę i zabierze głos w tej sprawie.

Zanim nas ewakuowano, prawdziwą bombą była laudacja na cześć Ewy Łętowskiej, wygłoszona przez Adama Zagajewskiego. Poeta mówił prozą: „fakt, a raczej cała ich seria, że rządzące obecnie ugrupowanie, które przybrało wzniosłą i kłamliwą nazwę, usiłuje zniszczyć niezależność władzy sądowniczej, łamie konstytucję i zmierza do paraliżu całego systemu państwowego legalizmu, sprawił, że – teraz już będę mówił tylko za siebie – dostrzegłem, że prawo jest piękne”. Trzeba dopiero zagrożenia, żeby to zobaczyć, żeby się o tym przekonać – dopowiadał.

Ewa Łętowska należy do grona „wielkich prawników odrodzonej Polski” – Adama Strzembosza, Andrzeja Zolla, Marka Safjana, Jerzego Stępnia, Małgorzaty Gersdorf. „Stworzyli oni w świadomości społecznej nową postać, otoczonego powszechnym szacunkiem strażnika praworządności, strażnika i pedagoga, uczącego, czym może być, powinna być, w żywej praktyce, zasada legalizmu. W PRL takiej funkcji nie było, z oczywistych powodów, a pod aktualnymi rządami też wkrótce nie będzie już potrzebna, jako że wszyscy działający publicznie powinni ...

[pełna treść dostępna dla abonentów Polityki Cyfrowej]