POLITYKA

Piątek, 17 listopada 2017

Polityka - nr 36 (3126) z dnia 2017-09-06; s. 22-25

Co po PiS?

Piotr PytlakowskiJuliusz Ćwieluch  [współpr.]

Imperium inwigilacji

O służbach specjalnych mówi się, że to oczy i uszy państwa. Nie jest dobrze, kiedy służby mają zeza, a słuch wyczulony jedynie na niektóre odgłosy.

Niedawny wyrok sądu w Białymstoku ujawnił niesłychaną manipulację przeprowadzoną przez ABW. Najpierw ogłoszono sukces w postaci ujęcia czterech Czeczenów, rzekomo zbierających pieniądze na Państwo Islamskie. Byli podsłuchiwani. Jako dowód przedstawiono w sądzie streszczenia stenogramów z ich rozmów. Mieli rozmawiać o „naszych oddziałach w Syrii” – to był as w rękawie prokuratora. Okazało się, że Syrię ktoś dopisał – ta nazwa nie padała w rozmowach. Oskarżeni faktycznie prowadzili zbiórkę, ale na cele zlokalizowane na Kaukazie, skąd przybyli. Sąd o fałszerstwie powiadomił prokuraturę. To jedna z największych wpadek ABW od początku jej istnienia. Ile podobnych operacji specjalnych toczy się każdego dnia, nie wiadomo, bo wszystko jest ściśle tajne. Pod parawanem tej tajności można fałszować fakty, bo nie one są ważne, ale cel.

W Polsce działa siedem służb z uprawnieniami do prowadzenia operacji specjalnych – ABW, SKW, Straż Graniczna, Wywiad Skarbowy, CBA, Żandarmeria Wojskowa i Policja (ze szczególnym wskazaniem na CBŚP – Centralne Biuro Śledcze Policji). Czynności operacyjno-rozpoznawcze poza wymienionymi mogą prowadzić Agencja Wywiadu, Służba Wywiadu Wojskowego, Biuro Ochrony Rządu i Służba Celno-Skarbowa. W sumie to 11 formacji ze szczególnymi uprawnieniami. Jest jeszcze Służba Więzienna, która formalnie nie ma uprawnień do czynności operacyjno-rozpoznawczych, ale faktycznie je prowadzi poprzez siatkę agenturalną wśród osadzonych.

Teoretycznie służby mają obowiązek używać wyłącznie metod zgodnych z prawem. Agencja Wywiadu i Służba Wywiadu Wojskowego pozostają na innym poziomie – specyfika ich pracy polega na łamaniu prawa obowiązującego poza granicami Polski. Bogactwo służb sugeruje, że nasz kraj jest jakąś potęgą, jeżeli chodzi o zabezpieczenia przed zagrożeniami, ale to nieprawda. Problem polega nie tylko na tym, że szwankuje koordynacja prowadzonych przez nie czynności, bo nie funkcjonuje Centralna Ewidencja Zainteresowań Operacyjnych. Nie ma też właściwej kontroli nad służbami. I to grzech najważniejszy. „Istnienie tak wielu służb wymaga powstania wielopoziomowego systemu ich kontroli. Instytucje takie jak NIK, sądy czy komisja ds. służb specjalnych realnie jej nie zapewniają. Jest to bardzo ważne ze względu na charakter działania służb, które mogą godzić w prawa i swobody obywatelskie” – te słowa mogłyby paść ze strony przedstawiciela opozycji, ale sformułował je związany z PiS były szef Agencji Wywiadu Grzegorz Małecki w artykule pod znamiennym tytułem „Bezgłowe służby” („Rzeczpospolita” z 7 maja 2017 r.).

Wąsikowi omsknęła się ręka

Od jesieni 2015 r. służby dostają obiecane przez partię rządzącą prezenty. Mało kto pamięta, że kontrowersyjne (delikatnie mówiąc) ustawy o policji, tzw. inwigilacyjną i antyterrorystyczną, poprzedziło rozporządzenie premier Beaty Szydło z 18 listopada 2015 r. „w sprawie szczegółowego zakresu działania Ministra-Członka Rady Ministrów Mariusza Kamińskiego – Koordynatora Służb Specjalnych”. Po raz pierwszy, przynajmniej od 1989 r., zdarzyło się, że premier rządu sam pozbawił się części kompetencji, przekazując je wskazanemu z imienia i nazwiska ministrowi. Kamiński dostał narzędzia do sprawowania jednoosobowej władzy nad służbami z pionu cywilnego – ABW, AW i CBA. Do niego spływają wszelkie informacje, on nadzoruje operacje specjalne, on także może je zlecać. A przy tym to on, jednoosobowo!, kontroluje przestrzeganie prawa przez służby. I z nikim swoją władzą nie musi się dzielić, nawet z premierem rządu ani z parlamentem. Kamińskiego zaś nikt nie kontroluje.

Na dobrą sprawę nie wiadomo, czym się zajmuje. Podobno intensywnie pracuje nad reformą służb, ale przecież projekt zmian powstał już rok temu. Ponoć częściej niż z premier Szydło kontaktuje się z prezesem Jarosławem Kaczyńskim. Wpada na Nowogrodzką, ale nie na pogaduszki. Przynosi informacje, które interesują prezesa – mogą być to newsy zdobyte przez podległe Kamińskiemu służby. W tym kontekście zrozumiała staje się determinacja, z jaką zaraz po przejęciu władzy przez PiS ratowano Kamińskiego z opresji. Przypomnijmy, został skazany na trzy lata pozbawienia wolności m.in. za nadużycie uprawnień, czego dopuścił się jako szef CBA w trakcie tzw. afery gruntowej. Wyrok był nieprawomocny, ale i tak uniemożliwiał mu sprawowanie funkcji państwowej. Pomocną dłoń wyciągnął prezydent Andrzej Duda, ułaskawiając Kamińskiego, Macieja Wąsika i dwóch ich podwładnych. Wszystko odbyło się z naruszeniem konstytucji, bo nie można ułaskawiać osoby nieprawomocnie skazanej, czyli w świetle prawa wciąż niewinnej. W efekcie Kamiński objął posadę ministra-koordynatora i oddaje się swojemu powołaniu, czyli tropieniu korupcji także tam, gdzie jej nie ma.

O sukcesach służb na razie cicho, ale w PiS panuje przekonanie, że jesienią bomba wybuchnie i na froncie walki ...

[pełna treść dostępna dla abonentów Polityki Cyfrowej]

Stan służb

• ABW – ok. 4,5 tys. osób, budżet ok. 550 mln zł, średnie zarobki 5,5 tys. zł

CBA – 880 osób, budżet 170 mln, zarobki 7,5 tys. zł

SKW – 900 osób, budżet 190 mln, zarobki ok. 7 tys. zł

BOR – 1100 osób, budżet 232 mln, zarobki ok. 5 tys. zł

Straż Graniczna – 17 tys. osób, budżet 1,4 mld zł, średnia płaca ok. 5 tys. zł

Policja – ponad 100 tys. etatów, ale ok. 94 tys. osób zatrudnionych, budżet 9,2 mld zł, średnia płaca ok. 3,5 tys. zł

Dane w przybliżeniu, bo stany osobowe służb to informacja niejawna. Budżety podajemy bez tajnych funduszy operacyjnych.