POLITYKA

Poniedziałek, 20 maja 2019

Polityka - nr 14 (2187) z dnia 1999-04-03; s. 64

Kultura

Grzegorz Dobiecki

Imponująca klapa

Galię Rzymianie podzielili sobie na trzy części, podbijając wcześniej wszystkie. I tylko w jednym jedynym grodzie - to czasy ok. 50 lat przed Chrystusem - opierał im się Vercyngetoryx, postać dla Francuzów raczej mityczna (typu Piasta Kołodzieja), niźli historycznie wiarygodna. To prototyp komiksowego Asterixa, który teraz pojawia się na ekranie w najdroższym filmie w historii francuskiej kinematografii.

Znani twórcy komiksów Goscinny i Uderzo  wymyślili tego uskrzydlonego spryciarza na potrzeby pisma "Pilote" w 1959 r. Zaprzeczyli kanonom klasyki: ich bohater nie był muskularnym mutantem, nie masakrował rywali jednym ciosem potwornej piąchy. Miał tylko jedną motywację i jednego kumpla. Walczył z legionami rzymskimi, by jego osada mogła żyć, jak żyła wcześniej, przed inwazją zastępów Juliusza Cezara. Przyjaźnił się z Obelixem, bo był to osobnik dobroduszny, siłą obdarzony nadzwyczajną, niemniej umysłowo ociężały.

Asterix nie potrzebował w swym zbożnym trudzie ani patriotycznych zaklęć (nie walczył o wolność całej Gallii, jeno o swój gród), nie spozierał ku niebiosom, by tam szukać pomocy boga Gallów Toutatisa, niewiele przejmował się radami duchowego zwierzchnika, druida Panoramixa. Ten mag, wieszcz i kapłan był mu potrzebny jedynie do sporządzenia cudownego napoju (potion magique), który dawał nadprzyrodzone siły w obronie przed wrogami. Stąd, z łyku mikstury, Asterix czerpał moc przeogromną. Tylko stąd. Grubas Obelix nie musiał się uciekać do podobnego konsumpcyjnego wsparcia, albowiem dzieckiem w kolebce będąc wpadł był do kociołka z warzącą się ambrozją. Łbów ...