POLITYKA

Czwartek, 20 czerwca 2019

Polityka - nr 39 (2523) z dnia 2005-10-01; s. 22

Ludzie i wydarzenia. Świat

In vino veritas

Unia znalazła dziedzinę, w której udało się porozumieć z Ameryką – jest nią mianowicie produkcja win. Europejczycy zgodzili się zaakceptować amerykańskie procedery, które na Starym Kontynencie uchodzą za niestosowne lub wręcz zakazane, jak sypanie dębowych wiórów, aby wino szybciej przeszło zapachem beczki, sztuczne aromatyzowanie czy – istne horrendum! – dolewanie wody do wina (do 7 proc. objętości). W zamian Waszyngton zgodził się podjąć kroki, aby uchylić akt prawny z 1995 r., który zezwalał amerykańskim producentom na stosowanie 17 tradycyjnych europejskich apelacji, takich jak chablis, chianti, retsina, madera, porto, tokaj, sherry czy burgund. Teraz ich używanie miałoby zostać znacznie ograniczone, choć i tak Kalifornia produkuje dziś 200 mln butelek chablis w porównaniu z 800 tys. oryginalnej produkcji francuskiej. Trzeba było iść na kompromis, ale podobno było warto: wine accord zwalnia Europejczyków z uciążliwych procedur eksportowych na amerykański rynek. A to dziś największy na świecie – przed Francją – konsument win. W zeszłym roku Francuzi, Włosi i Hiszpanie sprzedali ich tam za 2 mld ...