POLITYKA

Niedziela, 19 maja 2019

Polityka - nr 5 (2639) z dnia 2008-02-02; s. 96-97

Ludzie / Obyczaje

Piotr Pytlakowski

Incydent

Dwóch warszawskich taksówkarzy, ojciec i syn, po spotkaniu z policją miało połamane nogi. Jeden prawą, drugi lewą. Czy stróże prawa, w ramach zapewniania bezpieczeństwa, mogą łamać kończyny?

W pierwszy dzień świąt Bożego Narodzenia państwo Nowalscy wybrali się na wesele. Poszli w trójkę: małżonkowie Wiesława (57 lat) i Wiesław (55 lat) z synem Dominikiem (23 lata). Dominikowi towarzyszyła jego dziewczyna Dorota. W domu pod opieką kuzynki pani Wiesławy została 27-letnia córka, od urodzenia niepełnosprawna. Nowalscy mieszkają na warszawskim Mokotowie przy ul. Narbutta. Wesele odbywało się blisko ich domu, w wynajętej szkolnej sali.

Wiesław i Dominik pracują jako taksówkarze w korporacji Sawa Taxi. Wiesława nie pracuje, to głównie ona zajmuje się chorą córką. Rodzina Nowalskich cieszy się dobrą opinią. – To uczciwi i pracowici ludzie – mówi sąsiadka. Obaj Nowalscy nigdy nie byli karani, a nawet notowani przez policję. Spacerująca z psem sąsiadka, która obserwowała, jak ok. godz. 23.30 policjanci wyciągają z domu prawie nagiego (miał na sobie tylko bokserki) i bosego Dominika, pomyślała, że ta noc z 25 na 26 grudnia jest zbyt mroźna, aby gołych ludzi policja wyprowadzała na ulicę. Podczas wesela Dominik szybko się wstawił. – Chłopak ...