POLITYKA

Poniedziałek, 20 listopada 2017

Polityka - nr 15 (3106) z dnia 2017-04-12; s. 25-28

Rozmowa na Święta

Ewa Wilk

Inna duma

Prof. Andrzej Leder o tym, dlaczego warto opowiedzieć na nowo historię społeczną Polaków

Ewa Wilk: – Niejednokrotnie mówił pan ostatnio, że potrzebujemy opowieści o „zapoznanej, nieprawdopodobnej historii 150-letniej emancypacji polskiego społeczeństwa”. Jak pan to rozumie?
Andrzej Leder: – Rzecz w opowiedzeniu autentycznej historii większości Polaków, czyli historii emancypacji od stanu poddaństwa, niewolnictwa do nowoczesnego społeczeństwa mieszczańskiego. Pańszczyznę zniesiono w zaborze austriackim w 1848 r., w rosyjskim – w 1864 r. Czyli ogromna część polskiego społeczeństwa uzyskała status wolnego człowieka dopiero w połowie XIX w. W ciągu następnych pięciu, sześciu pokoleń dokonał się olbrzymi awans społeczny. Najpierw było to osadzanie się w podmiotowości indywidualnego istnienia, gospodarowania, w odpowiedzialności rodzinnej, wiejskiej, wspólnotowej. Potem, na przełomie XIX i XX w. – etap tworzenia się masowych, ludowych podmiotów politycznych. Następnie, w czasie powstawania niepodległego państwa polskiego, rozegrał się konflikt dotyczący reformy rolnej, blokowanej przez klasy wywodzące się z ziemiaństwa. Następnie mamy lata 30. – okres, gdy konflikty społeczne przybrały oblicze nacjonalistycznej nagonki na mniejszości narodowe. I wreszcie to, co nazywam prześnioną rewolucją, czyli najazd Niemiec hitlerowskich i sowieckiej Rosji. Wymordowanie żydowskiego mieszczaństwa, zniszczenie polskiego ziemiaństwa i unicestwienie dominacji kulturowej tej klasy, wejście w miejsce tych dwóch grup społecznych ludzi zupełnie nowych, najczęściej chłopskiego pochodzenia, przeprowadzenie reformy rolnej, wymuszona industrializacja i urbanizacja – wszystko to sprawiło, że mogło powstać nowe mieszczaństwo polskie, a ogromna grupa ludzi weszła w obszar zarezerwowany dla dotychczasowych elit. W 1956 r. sytuacja społeczna Polski ustabilizowała się, ugruntowała w tym właśnie stanie.

Opiszmy stan mentalny, psychiczny pierwszego pokolenia uwolnionego z pańszczyzny. Mam wrażenie, że więcej wiemy o Afroamerykanach wychodzących z niewolnictwa niż o nich.
Rzeczywiście obraz literacki jest skromny, a najwcześniejsze badania pochodzą z międzywojnia. Istnieją pamiętniki osób pamiętających pańszczyznę, ale pisali je ci, którzy w ogóle posiedli umiejętność pisania – wąska, szczególna grupa ludzi. Porównanie z Afroamerykanami narzuca się choćby poprzez zbieżność dat. I rzeczywiście, bardzo ciekawe są wyniki badań, w których porównywano szkielety niewolników z amerykańskich plantacji i chłopów z ówczesnych terenów polskich. Stan fizyczny niewolników amerykańskich był lepszy. Choroby, brak opieki zdrowotnej, złe wyżywienie – to wszystko okazało się bardziej niszczące w dawnej Rzeczpospolitej niż tam, gdzie niewolnictwo było otwarcie praktykowane.

Osobnym obszarem badań jest pewien rodzaj psychiki niewolniczej. Ludzie będący w stanie skrajnej zależności rozwijają cały wachlarz strategii, by to poczucie zależności zmniejszyć. Atoli taka sytuacja kształtuje sposób myślenia, w którym wszelkie relacje społeczne postrzega się jako hierarchiczne. Nie jest on nastawiony na realizację celów, na wspólne działanie, ale na ustalanie pozycji w hierarchii. Jeśli ma się słabszą, to cała aktywność w relacjach społecznych jest nastawiona na chronienie się. Jeśli dominującą, to na podtrzymywanie tej dominacji. Kiedy obserwuje się praktyki społeczne w Polsce, wyraźnie widać tego typu motywy. Nadal trudno np. ludziom w naszym kraju pracować w usługach. Tego typu zajęcie kojarzone jest ze służbą, z byciem zależnym i upokorzonym. Jeśli chodzi o stosunek pracodawców czy średniej kadry zarządzającej do podwładnych, to symboliczna stała się tu historia kasjerek z Biedronki siedzących w pampersach. Takie historie wyjaśniają, dlaczego do polskich menedżerów pracujących na Zachodzie przylgnął przydomek bulterierów – jako określenie sposobu zarządzania ludźmi. To są wszystko cechy, które wiązałbym ze spadkiem po długotrwałej formacji, jaką była gospodarka folwarczna.

Przetrwała ona w wyobraźni potomków ludu. Starannie zachowały się w niej: stosunek do zwierzchności, strach, urażona duma, upokorzenie i chęć odwetu. Lud przechował też wizję tego, co przystoi „pańskiej stronie”; brutalność, arogancję, rywalizację o to, „kto godniejszy”. Dzisiejsza klasa średnia nosi tę lekcję w kościach i na wzór owych wyobrażonych figur, żywcem z dzieł Sienkiewicza, a może raczej Kitowicza, organizuje sobie relacje z innymi ludźmi.

Opis relacji folwarcznej w dzisiejszej Polsce dotyczy więc nie tyle domniemanej, dawnej klasy „pańskiej”, co sposobu organizowania hierarchii przez dzisiejszych silnych z dzisiejszymi słabymi. Niezależnie od tego, że i jedni, i drudzy w ogromnej większości wywodzą się z warstw ludowych.

A pozytywne skutki uzyskania tego ludzkiego statusu? Z czego moglibyśmy być dumni?
Cechą tej emancypacyjnej historii jest nieprawdopodobne przemieszanie elementów strasznych, często zawstydzających, z momentami, w których trzeba było podejmować decyzje, brać za siebie odpowiedzialność, z których można być dumnym. Okres 1939–56. Wpierw straszny czas Zagł...

[pełna treść dostępna dla abonentów Polityki Cyfrowej]

Andrzej Leder – filozof kultury; w swej twórczości naukowej łączy podejście psychoanalityczne z warsztatem historyka idei i filozofa. Profesor nadzwyczajny w PAN, kieruje tam Zespołem Filozofii Kultury w Instytucie Filozofii i Socjologii. Autor książek, m.in.: „Przemiana mitów, czyli życie w epoce schyłku”, „Prześniona rewolucja. Ćwiczenie z logiki historycznej” oraz „Rysa na tafli. Teoria na polu psychoanalitycznym” (historia filozofii światowej na tle traum XX w.).