POLITYKA

Czwartek, 23 maja 2019

Polityka - nr 17 (3158) z dnia 2018-04-25; s. 88-91

Nauka

Karol Jałochowski

Instytut na Górze

Klasztor bez celibatu. Trzecia kultura wcielona. Akademia bez przyspawanych stołków, punktacji i rankingów, gdzie ekscentryzm jest cnotą. To Santa Fe Institute.

Cormac McCarthy, gigant literatury amerykańskiej. Sprytnie się chowa, ale można go spotkać wieczorami w Santa Fe Institute. Znane są powieści „Krwawy południk”, „To nie jest kraj dla starych ludzi” czy „Droga”. Mniej natomiast znany pozostaje utwór, który napisał na prośbę swoich kolegów i koleżanek z najbardziej chyba niezwykłego ośrodka badań nad rzeczywistością na świecie, położonego na pustynnej wyżynie Nowego Meksyku.

Jakiś czas temu poproszono McCarthy’ego, by rzucił okiem na deklarację celów Instytutu i poprawił, co trzeba. Wyrzucił rzecz do kosza i na ulubionej maszynie Olivetti (poprzedni egzemplarz modelu Lettera 32, na którym pracował przez pół wieku, wylicytowano za ćwierć miliona dolarów) wystukał, co następuje: „Praca naukowa w SFI zawsze popycha kreatywność ku granicom jej wydolności. Zawsze prosimy się o wysokie ryzyko porażki. (...) Jesteśmy absolutnie niepohamowani, jeśli idzie o rozbijanie granic stworzonych przez dyscypliny akademickie i struktury instytucjonalne. Jeśli wiesz o danym temacie więcej niż inni, chcemy z tobą porozmawiać. Nie dbamy o to, jaki to temat. (...) Zdarza ...