POLITYKA

środa, 20 lutego 2019

Polityka - nr 47 (2531) z dnia 2005-11-26; s. 98-100

Społeczeństwo / Technika / Globalna sieć

Edwin Bendyk

Internet na korbę

Internet dziś to wielkie pieniądze i wielkie nierówności, coraz większa władza, ale i przestrzeń wolności przerażająca wciąż liczne grono tyranów. Takie wnioski płyną z zakończonego w ubiegłym tygodniu Światowego Szczytu Społeczeństwa Informacyjnego, jednego z największych zgromadzeń w historii ONZ.

Z Internetu, jak szacuje Międzynarodowa Unia Telekomunikacji, korzysta dziś na świecie blisko 900 mln osób. Ale połowa z nich mieszka w krajach G8, klubu skupiającego 7 najbogatszych państw i Rosję. Tylko we Francji jest więcej internautów niż w całej Afryce. Statystykę biedy uzupełnia fakt, że 800 tys. miejscowości na świecie zamieszkanych przez ponad miliard ludzi nie ma dostępu do żadnych form łączności, a blisko dwa miliardy nie ma dostępu do prądu elektrycznego. Ujawniająca się w internetowych statystykach przepaść między krajami bogatymi i biednymi zyskała miano „cyfrowej luki” i była głównym tematem szczytu.

Komputer za 100 dol.

Z technicznego punktu widzenia cyfrowa luka nie musi być aż tak wielka. Wystarczy miliard dolarów, by zapewnić podstawowe środki łączności wspomnianym 800 tys. miejscowości. Co to jest w porównaniu z inwestycjami branży telekomunikacyjnej, która co roku wydaje na rozwój infrastruktury 100 mld dol.? Problemem nie muszą być też koszty sprzętu. Nicholas Negroponte, szef legendarnego MediaLab z Massachussetts Institute of ...

Kto trzyma władzę

Internet, do którego dostęp coraz bardziej traktujemy w sposób równie oczywisty jak obecność wody w kranie, jest niezwykle złożonym globalnym organizmem wymagającym precyzyjnej koordynacji. Sprawą z punktu widzenia użytkowników najważniejszą jest, by wpisując w przeglądarce internetowej nazwę witryny, np. www.polityka.pl, dotrzeć pod właściwy adres, czyli do serwera udostępniającego w Internecie serwis tygodnika „Polityka”. Dla podłączonych do sieci komputerów nazwa www.polityka.pl jest niezrozumiała, by połączyć się, muszą znać numer IP serwera, czyli adres wyrażony przez szereg cyfr oddzielonych kropkami. Za porządek w tym obszarze odpowiada system nazw domenowych – DNS (Domain Name System). Umożliwia on komputerom automatyczne odszukanie numeru IP odpowiadającego nazwie witryny. Kluczowe z punktu widzenia integralności Internetu są tzw. domeny najwyższego rzędu (krajowe), czyli ostatnie literki w nazwie występujące po ostatniej kropce oraz domeny powszechne (jest ich czternaście) oznaczające zakres sektorowy (np. domeny: com, net, gov). Za porządek w zasobach najcenniejszych domen odpowiada amerykańska (ale z udziałem przedstawicieli innych państw) organizacja non profit ICANN, wewnątrz której za bezpośrednią administrację nazwami domenowymi odpowiedzialna jest agencja IANA. To właśnie ICANN wraz z IANA podejmuje decyzje o zmianach w domenach najwyższego rzędu (np. gdy trzeba utworzyć nową dla takiego państwa, jak Timor Wschodni, lub. eu dla Unii Europejskiej). Domenami powszechnymi zawiadują firmy komercyjne i organizacje społeczne na zlecenie ICANN (np. domeną com zarządza amerykańska firma VeriSign). Zarządzanie to sprowadza się do prowadzenia serwerów (jest ich w sumie kilkaset rozmieszczonych na całym świecie) zawierających odpowiednie rejestry umożliwiające rozpoznawanie nazw. Internet to także standardy techniczne umożliwiające rozumienie się w sieci komputerom i podsieciom różnych rodzajów, zarządzanych różnymi systemami operacyjnymi.

Tu za porządek odpowiadają dwie organizacje międzynarodowe. Pierwsza, Internet Society, pilnuje standardów technologicznych wraz z działającymi w jej ramach agendami IETF i IAB, skupiającymi przedstawicieli społeczności internetowych z całego świata. Druga, W3C, kierowana od 11 lat przez współtwórcę WWW Brytyjczyka Timothy’ego Bernersa-Lee, zajmuje się rozwojem standardów zapewniających integralność zasobów treści w WWW.

Mają one status organizacji non profit i w ich pracach (z zarządzaniem włącznie) uczestniczą ludzie z całego świata. W3C administruje konsorcjum złożone z amerykańskiej uczelni MIT, europejskiej organizacji informatycznej ERCIM i japońskiego uniwersytetu Keio.