POLITYKA

Czwartek, 19 lipca 2018

Polityka - nr 50 (2534) z dnia 2005-12-17; Polityka. Niezbędnik Inteligenta; s. 23-27

Genetyka. W oczekiwaniu na Einsteina

Sławomir Mizerski

Inżynierowie Matki Natury

O tym, czy genetycy są uzurpatorami, o dłubaniu w DNA i naprawianiu człowieka, o klonowaniu i etyce z profesorem Piotrem Stępniem rozmawia Sławomir Mizerski

Sławomir Mizerski: – Panie profesorze, genetycy klonują, dokonują manipulacji genetycznych, poprawiają Matkę Naturę. A ludzie chyba boją się tej ich aktywności.

Piotr Stępień: – Czasem bardzo dobrze byłoby poprawić niedoskonałości Matki Natury, na przykład leczyć nieuleczalne choroby dziedziczne. Lęki, o których pan mówi, wynikają głównie z niewiedzy. Podsycają je także media, które nieustannie poszukują sensacji. Krąży mnóstwo informacji niepełnych lub bałamutnych. Ale istnieje też egzystencjalne źródło tych lęków, związane z teoriami, że geny kontrolują naszą osobowość.

Dziś wiemy, że to prawda.

Oczywiście. I przyznam się, że kiedy 30 lat temu dowiedziałem się o istnieniu socjobiologii, która zajmuje się rozpoznawaniem sposobów, jakimi geny kontrolują nasze ludzkie zachowanie, byłem oburzony. Uznałem, że teoria ta nie może być prawdziwa, bo przecież ja mam wolną wolę, doświadczam jej istnienia. Dziś doskonale rozumiem ludzi, którzy reagują podobnie. Ale jest faktem, że to, jacy jesteśmy – agresywni, spolegliwi, empatyczni itd. – w połowie zależne jest od najróżniejszych czynników środowiskowych, zaś w drugiej połowie od genów. To zresztą sprawia, że dla niektórych systemów politycznych genetyka zawsze była niesłychanie niewygodna.

Marksiści uważali, że człowiek to produkt stosunków społecznych.

Uznali, że wszystko w człowieku można zmienić przez edukację lub wprowadzenie nowego ustroju politycznego. Stalin i jego biolog-szarlatan Łysenko twierdzili, że genetyka jest nauką fałszywą, zaś genów w ogóle nie ma, wszystko zależy od bliżej nieokreślonych stosunków między białkami, wobec tego można swobodnie przekształcać jedne rośliny w drugie, uczyć je np. odporności na mróz poprzez przesadzanie z rejonów ciepłych na Syberię.

Na szczęście to już zamknięty rozdział.

Jednak niechęć do genetyki przetrwała, zwłaszcza w środowiskach radykalnej lewicy i wśród prawicowych fundamentalistów. Genetyka potwierdza, że Darwin miał rację, co jest dla fundamentalistów kamieniem obrazy, bo jest sprzeczne z dosłowną interpretacją Biblii.

Doskonale wiemy, że jako gatunek jesteśmy inni, wyjątkowi.

Rzeczywiście, jesteśmy jedynym gatunkiem posiadającym świadomość i będącym w stanie wytworzyć cywilizację. Nie zachowały się do dziś żadne żyjące formy przejściowe między innymi naczelnymi a człowiekiem. Z tego powodu większość wielkich religii światowych uznała, że człowiek jest czymś absolutnie wyjątkowym.

Czy jednak nie zawdzięczamy tego wyłącznie genom i ich ewolucji? Wyobraźmy sobie, co by się stało, gdyby nasi wymarli przodkowie, jak np. pitekantrop, dotrwali do dnia dzisiejszego i moglibyśmy ich badać. Gdybyśmy zadali pytanie, od którego momentu w ewolucji możemy powiedzieć: to już jest człowiek, okazałoby się, że jesteśmy bezradni.

Bo granica jest płynna, a właściwie nie ma jej?

Ustawienie tej granicy jest całkowicie arbitralne. Co więcej, niedawno pojawiły się możliwości eksperymentu, który wykazałby ten brak ostrej granicy. Kilka miesięcy temu opublikowano pełny genom szympansa. Zidentyfikowano już kilkaset genów, którymi oba nasze gatunki się różnią, np. geny kontrolujące szybkość przekazu informacji na synapsach nerwowych, geny kontrolujące wielkość mózgu oraz sposób jego ukształtowania. Rodzi się pytanie: co by się stało, gdybyśmy zaczęli szympansom dodawać owe ludzkie geny? Taki eksperyment jest już na granicy możliwości nauki. A gdyby transgeniczny szympans stał się znacznie bardziej inteligentny, zaczął mówić? Nie widać tu żadnego momentu, który można by uznać za graniczny pomiędzy zwierzęciem a Człowiekiem przez duże C.

Wiemy, jakie geny musielibyśmy zaaplikować temu szympansowi?

Taka grupa genów została zawężona do kilkuset. Ale podkreślam, to nie jest doświadczenie, które ktokolwiek planuje. Byłoby ono wyjątkowo nieetyczne.

Ważniejsze, czy jest możliwe.

Jest. I liczba genów, którymi trzeba by się było posłużyć, nie jest tak znowu wielka. A więc ta ewentualna przemiana byłaby płynna. Problem ciągłości przemian nie jest zresztą nowy, zajmowali się nim filozofowie i teolodzy od dawna. Chyba jednak nigdy dotąd biologia tak mocno nie sugerowała kontinuum zmian.

 

Dłubanie w bakterii

 

Podnoszą się głosy, że genetycy wykraczają poza prerogatywy człowieka, że manipulowanie genami, a w zasadzie Naturą, jest bawieniem się w Pana Boga.

To nonsens, również teologowie katoliccy uznają takie stwierdzenia za bezzasadne. Ale obawy pozostają. Ludziom się wydaje, że w pewnym momencie genetyka może przekroczyć jakąś istotną granicę. Nie sądzę jednak, aby tak się stało.

Po co w ogóle genetyka to wszystko robi?<...

[pełna treść dostępna dla abonentów Polityki Cyfrowej]

prof. Piotr P. Stępień (57 l.) studiował biochemię na Uniwersytecie Warszawskim, doktorat z genetyki uzyskał w 1972 r. Odbył trzy kilkuletnie staże zagraniczne: jako stypendysta Fundacji von Humboldta w Instytucie Medycyny Eksperymentalnej w Getyndze (w latach 1976–78), w Narodowym Instytucie Badawczym w Ottawie (1981–84) oraz w Centrum Medycznym Uniwersytetu w Teksasie (1989–91). Obecnie jest profesorem w Zakładzie Genetyki UW oraz w Instytucie Biochemii i Biofizyki PAN. Autor ponad 30 prac naukowych z dziedziny biologii molekularnej i genetyki. Obecnie wraz ze swoim zespołem pracuje nad identyfikacją i rolą ludzkich genów związanych z funkcjonowaniem mitochondriów i starzeniem się. Prowadzi wykłady z genetycznych podstaw biotechnologii i genetyki zachowania ludzkiego.