POLITYKA

Sobota, 25 maja 2019

Polityka - nr 50 (2482) z dnia 2004-12-11; s. 4-12

Raport

Adam Grzeszak

Iwan i gazrurka

Po pięciu latach członkostwa w NATO, pół roku po przystąpieniu do Unii zaczynamy się lękać o bezpieczeństwo kraju. Tym razem obawy dotyczą bezpieczeństwa energetycznego. Z przesłuchań orlenowskiej komisji śledczej odnieść można wrażenie, że przekupni politycy, podstępni biznesmeni i agenci tajnych służb chcą (a przynajmniej chcieli) wydać polską energetykę w ręce Rosjan. Czy Rosja jest groźna dla naszego bezpieczeństwa paliwowego i jak mielibyśmy się przed nią bronić?

Wczoraj tanki, dziś ropa” – tak krótko zdefiniował rosyjską politykę wobec państw naszego regionu były szef UOP Zbigniew Siemiątkowski podczas przesłuchania przed sejmową komisją śledczą. Uważa, że Rosjanie wykorzystują broń ekonomiczną do odzyskania dawnych wpływów. Dał przy tym do zrozumienia, że wie na ten temat więcej, niż może powiedzieć. Członkowie komisji aprobująco kiwali głowami, bo w tej dziedzinie nie ma tu sporu pomiędzy lewicą a prawicą.

Szefowie Ministerstwa Gospodarki Jerzy Hausner i Jacek Piechota uspokajają, że ze strony wschodniego sąsiada nic nam nie grozi. Również np. Waldemar Kuczyński, b. minister przekształceń własnościowych i szef doradców premiera Jerzego Buzka, przekonuje („Maczuga energetyczna”, POLITYKA 49), że Rosja nie jest tak niebezpieczna, jak nam się wydaje. Ale czy to nie naiwność?

Fakty są takie, że rosyjskie koncerny z branży paliwowo-energetycznej od dawna wykazują zainteresowanie Polską. Uważają nawet, że napotykają nieuzasadnione trudności, których przyczyną jest nasza tradycyjna antyrosyjska fobia. A przecież chcą tylko inwestować; mają kapitał i surowce, a więc rzeczy niezwykle dziś cenione na ...