POLITYKA

Sobota, 17 sierpnia 2019

Polityka - nr 20 (2401) z dnia 2003-05-17; s. 104-106

Społeczeństwo / Sport / Polska szkoła boksu

Tadeusz Olszański

Iwan niegroźny

50 lat temu polscy bokserzy rozbili swoich przeciwników na odbywających się w Warszawie mistrzostwach Europy. Zdobyli 5 złotych, 2 srebrne i 2 brązowe medale. Był to wtedy największy sukces w dziejach polskiego sportu. Był to jednak bardzo niepolityczny sukces. Na deskach znalazła się ekipa ZSRR, która przecież miała wygrać turniej.

Finały mistrzostw w Hali Mirowskiej 25 maja 1953 r. obserwowało kilka tysięcy widzów, ale wokół zgromadziły się dziesiątki tysięcy. Oficjalnie w hali było zaledwie 4400 siedzących miejsc. Zajadle walczono o bilety. Rozprowadzały je w zakładach pracy specjalnie powołane komitety. Pierwszeństwo mieli przodownicy pracy i członkowie partii. W dniu finałów jednak porządkowi wpuścili chyba drugie tyle swoich znajomych. A że wśród tych, którzy mieli pilnować porządku, byli dawni pięściarze z królem Grochowa Antonim Kolczyńskim na czele, więc na widowni znaleźli się nie tylko wybrańcy specjalnych komisji, ale również kibice z krwi i kości. Hala dosłownie pękała w szwach. Telewizji jeszcze nie było, radio w domach ciągle było rzadkością, więc aby zaspokoić ciekawość tłumów, wokół hali oraz na placu, wtedy Dzierżyńskiego, ustawiano megafony. Polskie Radio, obaliwszy wszelkie reguły, nadało z finałów trzyipółgodzinną bezpośrednią relację. Po każdym zwycięstwie polskiego boksera wybuchał...

DPO, czyli strateg Stamm

Ciekawy epizod z mistrzostw Europy w boksie opowiedziała Halina Paszkowska, inżynier-operator dźwięku („Nóż w wodzie”, „Eroica”, „Zezowate szczęście”, „Muzykanci”). Otóż rejestrowała ona dźwięk (dla Polskiej Kroniki Filmowej) podczas mistrzostw. Bacznie przyglądała się przy tym niemieckim operatorom dźwięku, którzy używali nieznanych jeszcze wówczas w Polsce mikrofonów kierunkowych (zapisujących dźwięki z oddalenia). Pewnego dnia niemieccy koledzy po fachu poprosili ją, by objaśniła im sens słów, jakich używa trener Feliks Stamm, gdy w przerwach między rundami instruuje polskich bokserów, jaką taktykę mają zastosować w kolejnej rundzie. Zdziwiło ich, że zwrot jest niemal zawsze taki sam. A oto trzy słowa instruktażu, jakie się powtarzały: „Doskocz – przypi... – odskocz”...