POLITYKA

Piątek, 24 maja 2019

Polityka - nr 29 (2410) z dnia 2003-07-19; s. 78-81

Społeczeństwo / Kapitalizm z wykształceniem

Ewa Winnicka

Jak być, by mieć?

We wczesnych latach 90. zagorzali inteligenci porzucali biblioteki, uniwersytety, leniwe posady i ruszyli zakładać własne firmy. Mieli być twórcami i tworzywem wymarzonego kapitalizmu z ludzką wykształconą twarzą. To nie do końca wyszło. Może jeszcze nic straconego, tyle że zaczynem polskiej klasy średniej będzie już nowy inteligent.

Po 13 latach wolności Artur Drobiński, architekt z Polski południowej, właściciel średniej firmy budowlanej, dołączył do armii inteligenckich frustratów polskich, szacowanej przez socjologów na jakieś 2 mln osób. Inżynier D. skończył 45 lat. Przy pierwszej wolnej urnie stanął entuzjastycznie jako ukształtowany inteligencko obywatel. Miał wykształcenie, zasady i poczucie misji. Chciał zbudować nową Polskę. Założył firmę budowlaną, miał być kołem zamachowym kapitalizmu. Pierwsze lata, choć trudne, dawały nadzieję i satysfakcję. Budował osiedla, zatrudniał sto osób, był bliski stworzenia imperium. Czuł się potrzebny. Połowa lat 90. to były czasy oszałamiającej hossy, błyskotliwych karier ludzi z dyplomem i awansów, które nie miały się skończyć. „Byliśmy lepsi od Irlandii” – komentuje w „Res Publice Nowej” Andrzej Sadowski z Centrum im. A. Smitha. – Nasz kraj miał po około7 proc. wzrostu gospodarczego przez trzy lata z rzędu i to bez niczyjej pomocy.

Ten prawdziwy cud gospodarczy był dziełem milionów anonimowych twórców, takich jak inżynier D. Niestety, ...