POLITYKA

Niedziela, 25 sierpnia 2019

Polityka - nr 36 (2468) z dnia 2004-09-04; s. 56-59

Kultura / Zarabianie na Chopinie

Dorota Szwarcman

Jak Fryderyk w złe towarzystwo popadł

Nos z „Wesela” Wyspiańskiego twierdził, że Chopin, gdyby żył, toby pił. Dziś nasz muzyczny wieszcz widząc, co dzieje się wokół jego dziedzictwa, miałby rzeczywiście ochotę upić się z rozpaczy. I to wódką swojego imienia.

Chopin jest jedynym kompozytorem, który ma własną ustawę sejmową. Została ona uchwalona 3 lutego 2001 r., a jej pierwszy paragraf brzmi: „Utwory Fryderyka Chopina i przedmioty z nim związane stanowią dobro ogólnonarodowe podlegające szczególnej ochronie. Nazwisko Fryderyka Chopina i jego wizerunek są chronione odpowiednio na zasadach dotyczących dóbr osobistych”.

Do sprawowania pieczy nad tymi dobrami, a zwłaszcza do „dochodzenia ochrony dóbr (...) w wypadku korzystania z nich w sposób przynoszący ujmę”, powołany jest minister kultury, a w jego imieniu powstały na mocy tej samej ustawy Narodowy Instytut Fryderyka Chopina.

Tymczasem niedawno właśnie minister Waldemar Dąbrowski osobiście uratował wódkę Chopin: zlecił Grzegorzowi Michalskiemu, dyrektorowi NIFC, by ten wycofał wniosek o unieważnienie rejestracji marki, złożony w styczniu 2003 r. w Urzędzie Patentowym (został wycofany w grudniu). Był to wynik interwencji Tadeusza Dordy, prezesa sprywatyzowanego siedleckiego Polmosu, producenta tej wódki. Wysmukłe oszronione butelki ze szlachetnym obliczem z portretu pędzla Delacroix są sztandarowym produktem firmy, ...