POLITYKA

środa, 22 maja 2019

Polityka - nr 40 (2524) z dnia 2005-10-08; s. 8-11

Raport / Raport wyborczy. Wybory 2005

Janina Paradowska

Jak poskładać koalicję?

Miał być pokaz sprawności, przełom, moralna odnowa, słowem – IV Rzeczpospolita. Jest ciąg dalszy kampanii, coraz bardziej zacięta walka, koalicja w zawieszeniu, a rząd – najpewniej po wyborach prezydenckich. I pytanie – czyj to będzie rząd? Możliwych jest wiele scenariuszy.

Wpadliśmy w pułapkę zastawioną przez Aleksandra Kwaśniewskiego – powtarza jak pacierz Bronisław Komorowski z PO – bo to prezydent zadecydował o rozdzieleniu wyborów parlamentarnych i prezydenckich wydłużając tym samym kampanię. Gdyby nie było Kwaśniewskiego, należałoby go pewnie wymyślić, aby szukać dziś alibi. Kalendarz wyborczy, rzeczywiście nieszczęśliwy, był znany od dawna. Kwaśniewski jest politykiem i w sposób oczywisty chciał pomóc kandydatowi lewicy, przewidując – jak się okazało, słusznie – że powstanie koalicji PiS-PO nie będzie proste. Prawicowe polityczne tuzy od wielu tygodni wiedziały jednak, co się dzieje, kto prowadzi w sondażach, między kim rozegra się ostateczne starcie i mogły się na tę sytuację przygotować. Także na taką sytuację, że wybory wygra PiS, a nie PO. Długo przecież w sondażach prowadziła partia braci Kaczyńskich i dopiero w ostatnich tygodniach Platforma odzyskała pole, by je na ostatniej prostej utracić.

Pierwszy powyborczy tydzień potwierdził w gruncie rzeczy to, co w ...

Polacy pamiętają burzliwe dzieje dotychczasowej koalicji i nic dziwnego, że do POPiS mają stosunek więcej niż wstrzemięźliwy. Tylko 24 proc. ankietowanych sądzi, że ten układ okaże się trwały, aż 45 proc. jest zdania, że koalicja powstanie, ale szybko się rozpadnie. W powstanie i trwałość koalicji wierzy więcej zwolenników Lecha Kaczyńskiego (37 proc.) niż Donalda Tuska (28 proc.). Ponad połowa wyborców Tuska uważa, że koalicja szybko się rozpadnie. Wśród wyborców Kaczyńskiego pesymistów jest 31 proc.

Polityczne spory coraz częściej (35 proc. ankietowanych) uważamy za rzecz w gruncie rzeczy normalną, co może oznaczać, iż przyzwyczajamy się do tego, że w demokracji konflikt nie jest niczym nadzwyczajnym. Ciągle jednak dzwonkiem alarmowym powinno być to, że prawie jedna trzecia Polaków zniechęca się do zwaśnionych stron i że w sporach nie ma zwycięzców. PO i PIS idą tu łeb w łeb – po 11 proc. zniechęconych do każdego z ugrupowań. Wyborcy Tuska zniechęcają się jednak szybciej (26 proc.) do obu ugrupowań niż wyborcy Kaczyńskiego (16 proc. zniechęconych). Wniosek – więcej sporów za zamkniętymi drzwiami i więcej wspólnych uzgodnień przedstawianych opinii publicznej. To jeszcze nie gwarantuje sukcesu koalicji i rządu, ale czyni start nowego układu łatwiejszym.