POLITYKA

Sobota, 25 listopada 2017

Polityka - nr 45 (2730) z dnia 2009-11-07; s. 70-73

Historia

Cezary Łazarewicz

Jak pradziadek kochał Polskę

Rozmowa z Ariadną Rokossowską o próbach przeniesienia prochów marszałka, jego polskich korzeniach i jej spojrzeniu na życiorys pradziadka

60 lat temu, 6 listopada 1949 r., Konstanty Rokossowski zdjął mundur Armii Czerwonej i znów stał się Polakiem. Przedstawiano to jako prezent Józefa Stalina dla Polski na kolejną rocznicę rewolucji październikowej. Publikujemy rozmowę z żyjącą w Moskwie prawnuczką Rokossowskiego oraz przypominamy okoliczności, w jakich sowiecki marszałek został, a potem przestał być polskim ministrem obrony.

Cezary Łazarewicz: – Pani rodzina chce wyjąć urnę pradziadka z kremlowskich murów. Dlaczego?

Ariadna Rokossowska:

– Walczymy w moskiewskich sądach od kilku lat, by Konstantego Rokossowskiego stamtąd wyciągnąć. On nie chciał iść do tej ściany. Przed śmiercią mówił marszałkowi Żukowowi: Śmierci się nie boję, ale ta ściana mnie przeraża.

To jedno z najbardziej prestiżowych miejsc w Moskwie. Marzeniem chyba każdego komunisty było spocząć w pobliżu Lenina?

Rokossowski chciał być pochowany z żoną i córką na Cmentarzu Nowodziewiczym (cmentarz-panteon – przyp. red.). Ale nikt rodziny o nic nie pytał. Kiedy zmarł, wzięli go i pochowali, gdzie chcieli. Zresztą, gdybyśmy protestowali, nic by to nie zmieniło. Rodzina marszałka Żukowa pisała prośby, protestowała i nic. Leży w tym samym murze. Moja babcia, żona Rokossowskiego, nie miała nawet siły na takie gesty. W 1968 r. była już starą i zagubioną kobietą. Kiedy więc dali jej do podpisania dokumenty, wszystko podpisała i zabrali ciało marszałka, by zrobić mu uroczysty pogrzeb państwowy. Pół Moskwy przyszło to zobaczyć. Ulica Twerska była pełna ludzi. Z Polski był generał Jaruzelski, przerwał podróż na Krym, gdzie potem odpoczywał.

Nazwisko Rokossowski do dziś otwiera wiele moskiewskich drzwi.

Dziadka uwielbiają weterani wojny ojczyźnianej. Jego wielbiciele, kiedy słyszą moje nazwisko, ustawiają się do mnie w kolejce. Mówią, że był najlepszym z marszałków.

Jeszcze 10 lat temu mówiono, że wojnę wygrał jeden dowódca – Georgij Konstantynowicz Żukow. Nikt inny się nie liczył, prawda?

Otworzyły się archiwa i okazało się, że Żukow był wspaniałym dowódcą, ale byli też inni, tacy jak Rokossowski. Paradą zwycięstwa w Moskwie dowodził przecież Rokossowski, a Żukow ją odbierał. Rokossowski jechał na czarnym koniu, a Żukow na białym. Ci dwaj bohaterowie wojny ojczyźnianej spotkali się na placu Czerwonym. Kiedy telewizja zorganizowała wielki konkurs, w którym Rosjanie wybierali 50 ulubionych postaci historycznych, Rokossowski był w pierwszej dziesiątce, między Puszkinem a Dostojewskim. Nawet się wtedy trochę ucieszyłam, że nie wygrał; dziwnie by to wyglądało, bo dziadek był Polakiem.

W Polsce nie miałby szans. Wielu Polaków sądzi, że legendę o biednym warszawskim kamieniarzu, który trafił do Armii Czerwonej, wymyślono, by wytłumaczyć obecność Rokossowskiego przy Bierucie.

Ale to prawda. Rodzice Rokossowskiego (który urodził się 21 grudnia 1896 r. – przyp. red.) nie byli zamożni. Matka zajmowała się domem, ojciec był inspektorem na kolei. Z tym że przy tworzeniu dla marszałka bardziej proletariackiego życiorysu, ojca zdegradowano do robotnika kolejowego, a jego szlacheckie pochodzenie utajniono. Rokossowski mieszkał w majątku swego wuja, zamożnego ziemianina. Tam nauczył się jeździć konno. Drugi jego wuj miał zakład kamieniarski w Warszawie i chciał, by Rokossowski został jego wspólnikiem. Postawił jednak warunek: chłopak ma się nauczyć fachu.

Prawdziwa jest też informacja, że dziadek brał udział w warszawskich manifestacjach studentów i robotników. Za to trafił na Pawiak. Po wyjściu z więzienia poszedł za bratem do armii. Brat potem wrócił do Polski i był policjantem, o czym też nie wspominało się w oficjalnym życiorysie Konstantego.

Dlaczego sam jako miejsce urodzenia podawał Wielkie Łuki, na dalekiej północy Rosji?

W czasie wojny Rokossowski został podwójnym bohaterem Związku Radzieckiego i należał mu się pomnik w miejscu urodzenia. Władze radzieckie nie mogły wystawić mu pomnika w Warszawie. Wybrali Wielkie Łuki, bo tam kiedyś żył baron, który nazywał się Rokosowski przez jedno „s”, choć chyba nie miał żadnego związku z dziadkiem. Tam stanął pomnik marszałka, otworzyli muzeum Rokossowskiego i uczą o nim dzieci w szkołach.

W Polsce miał główną ulicę w Sopocie i tytuł honorowego obywatela Gdyni i Gdańska.

W Gdyni już mu ten tytuł odebrali, a w Gdańsku zmienili statut jego przyznawania, byle tylko usunąć z listy Rokossowskiego. Jeszcze kilka lat temu jego portret wisiał w Ministerstwie Obrony Narodowej, ale nawet tam go zdjęto ze ściany.

Dziwi się pani?

Rokossowski zawsze mówił, że jest Polakiem. I choć całe dorosłe życie spędził w Rosji, do końca życia mówił źle po rosyjsku, miał silny polski akcent. Gen. Jaruzelski opowiadał mi, że kiedyś przyjechał na Kreml świętować kolejną rocznicę zwycięstwa nad faszyzmem i spotkał tam Rokossowskiego. Przywitał się z nim po rosyjsku. Bardzo to oburzyło marszałka: Mów do mnie po polsku, jestem takim samym Polakiem jak ty.

Jak to się stało, że Rokossowski został czerwonoarmistą? Przecież służył carowi.

Jego oddział podzielił się w czasie rewolucji. On został z częścią rewolucyjną, co znaczy, że wcześniej musiał sympatyzować z komunistami. Wybrano go oficerem i zaczął robić karierę wojskową. ...

[pełna treść dostępna dla abonentów Polityki Cyfrowej]

Marszałek dla dwóch narodów

Skandal z Konstantym Rokossowskim polegał na tym, że z dnia na dzień wysoki dowódca armii obcego państwa stał się marszałkiem i ministrem obrony innego państwa – tłumaczy historyk prof. Jerzy Eisler. Był to jeden z najbardziej drastycznych przejawów sowietyzacji Polski i uzależnienia jej od wschodniego sąsiada.

Według radzieckiego generała Pawła Batowa, na początku listopada 1949 r. Józef Stalin wezwał do siebie bohatera spod Stalingradu i komendanta 300-tysięcznej Północnej Grupy Wojsk Radzieckich stacjonującej w Polsce, Konstantego Ksawerowicza Rokossowskiego i poinformował go, że prezydent Bolesław Bierut prosi, by objął on polski resort obrony. „Jestem żołnierzem i komunistą i, jeśli taka jest wola naszej partii, jestem gotów pojechać” zameldował Rokossowski, który swą deklaracją tak uradował generalissimusa Stalina, że ten od razu poszedł do ogrodu i zerwał w podzięce dwa pęki kwiatów.

Rokossowskiego od ręki mianowano marszałkiem Polski, został członkiem Biura Politycznego i wicepremierem. Obok Bieruta stał się najważniejszą osobą w państwie. Prof. Eisler uważa, że Rokossowski był jednym z bezpośrednich kontaktów Kremla z Warszawą. Nawet Bierut wiedział, że łatwiej mu się będzie ze Stalinem kontaktować przez marszałka, więc korzystał z tego kanału komunikacji.

Za czasów Rokossowskiego wojsko zostało upartyjnione, nasiliły się czystki, a polskich oficerów zaczęli zastępować radzieccy eksperci. (Na 56 generałów w WP aż 44 było oddelegowanych z Armii Czerwonej). W Ludowym Wojsku Polskim wszystko zaczęło być krojone na wzór czerwonoarmijny – od zasady nieliczenia się ze stratami ludzkimi w walce, poprzez struktury dowodzenia, regulaminy, szkolenia i koncepcje wojskowe. – Jego niewątpliwą zasługą, czego do dzisiaj nikt mu nie chce przyznać, jest modernizacja polskiego wojska. To on przestawił je z koni na samochody – mówi prof. Eisler.

Rokossowski nie prowadził aktywnego życia politycznego. Jego domeną była armia, do której nie pozwalał nikomu innemu się wtrącać. Gdy w 1955 r. rozpoczęła się walka na szczytach PZPR między młodymi działaczami, którzy chcieli zerwać ze stalinizmem (puławianie), a komunistycznymi doktrynerami i aparatczykami, cieszącymi się sympatią Kremla (natolińczycy) – Rokossowski zdecydowanie poparł tych drugich, stając się ich patronem. „Mimo naramienników ze skrzyżowanymi buławami był on bardziej radzieckim niż polskim marszałkiem i potrzeby wojskowe jego ojczyzny leżały mu bardziej na sercu” – pisał o nim gen. Tadeusz Pióro, który osobiście poznał marszałka. Kłopoty z lojalnością widać było w październiku 1956 r., gdy Nikita Chruszczow, zaniepokojony polską kontrrewolucją, zjawił się w Warszawie. Rokossowski, który wciąż był wicepremierem i marszałkiem Polski, przyłączył się do delegacji radzieckiej i wraz z nią brał udział w naradzie z ambasadorem ZSRR, gdzie zastanawiano się, jak stłumić bunt.

Jednym z ważniejszych postulatów polskiego października było odsunięcie Rokossowskiego od władzy. Władysław Gomułka uzależniał od tego przejęcie władzy w partii. Stało się to 13 listopada 1956 r. Po 7 latach pobytu w Warszawie Konstantego Rokossowskiego i 32 innych generałów i pułkowników radzieckich, po wcześniejszym udekorowaniu ich wysokimi odznaczeniami polskimi i złożeniu podziękowań za okazaną pomoc, odesłano do Moskwy.

„Marszałek dwóch narodów” do 1962 r. pełnił funkcję wiceministra obrony ZSRR, a potem był generalnym inspektorem w tym samym ministerstwie. Zmarł 3 sierpnia 1968 r. Miał 72 lata. PRL na jego pogrzebie reprezentował ówczesny minister obrony narodowej gen. Wojciech Jaruzelski. Powiedział on wówczas: „Pozostawił po sobie wzór bohaterskiego żołnierza patrioty, komunisty i internacjonalisty”.

W „Żołnierzu Wolności” napisano, że 6 sierpnia 1968 r. nie tylko zwykli ludzie pogrążeni zostali w żałobie, ale też „niebo nad Moskwą przesłoniły ciężkie chmury”.