POLITYKA

Wtorek, 18 czerwca 2019

Polityka - nr 45 (2730) z dnia 2009-11-07; s. 70-73

Historia

Cezary Łazarewicz

Jak pradziadek kochał Polskę

Rozmowa z Ariadną Rokossowską o próbach przeniesienia prochów marszałka, jego polskich korzeniach i jej spojrzeniu na życiorys pradziadka

60 lat temu, 6 listopada 1949 r., Konstanty Rokossowski zdjął mundur Armii Czerwonej i znów stał się Polakiem. Przedstawiano to jako prezent Józefa Stalina dla Polski na kolejną rocznicę rewolucji październikowej. Publikujemy rozmowę z żyjącą w Moskwie prawnuczką Rokossowskiego oraz przypominamy okoliczności, w jakich sowiecki marszałek został, a potem przestał być polskim ministrem obrony.

Cezary Łazarewicz: – Pani rodzina chce wyjąć urnę pradziadka z kremlowskich murów. Dlaczego?

Ariadna Rokossowska:

– Walczymy w moskiewskich sądach od kilku lat, by Konstantego Rokossowskiego stamtąd wyciągnąć. On nie chciał iść do tej ściany. Przed śmiercią mówił marszałkowi Żukowowi: Śmierci się nie boję, ale ta ściana mnie przeraża.

To jedno z najbardziej prestiżowych miejsc w Moskwie. Marzeniem chyba każdego komunisty było spocząć w pobliżu Lenina?

Rokossowski chciał być pochowany z żoną i córką na Cmentarzu Nowodziewiczym (cmentarz-panteon – przyp. red.). Ale nikt rodziny o nic nie pytał. Kiedy zmarł, wzięli go i pochowali, gdzie chcieli. Zresztą, gdybyśmy protestowali, nic by to nie zmieniło. Rodzina marszałka Żukowa pisała prośby, protestowała i nic. Leży w tym samym murze. Moja babcia, żona Rokossowskiego, nie miała nawet siły na takie gesty. W 1968 r. była już starą i zagubioną kobietą. Kiedy więc dali jej do podpisania dokumenty, wszystko podpisała i zabrali ciało marszałka, by zrobić ...

Marszałek dla dwóch narodów

Skandal z Konstantym Rokossowskim polegał na tym, że z dnia na dzień wysoki dowódca armii obcego państwa stał się marszałkiem i ministrem obrony innego państwa – tłumaczy historyk prof. Jerzy Eisler. Był to jeden z najbardziej drastycznych przejawów sowietyzacji Polski i uzależnienia jej od wschodniego sąsiada.

Według radzieckiego generała Pawła Batowa, na początku listopada 1949 r. Józef Stalin wezwał do siebie bohatera spod Stalingradu i komendanta 300-tysięcznej Północnej Grupy Wojsk Radzieckich stacjonującej w Polsce, Konstantego Ksawerowicza Rokossowskiego i poinformował go, że prezydent Bolesław Bierut prosi, by objął on polski resort obrony. „Jestem żołnierzem i komunistą i, jeśli taka jest wola naszej partii, jestem gotów pojechać” zameldował Rokossowski, który swą deklaracją tak uradował generalissimusa Stalina, że ten od razu poszedł do ogrodu i zerwał w podzięce dwa pęki kwiatów.

Rokossowskiego od ręki mianowano marszałkiem Polski, został członkiem Biura Politycznego i wicepremierem. Obok Bieruta stał się najważniejszą osobą w państwie. Prof. Eisler uważa, że Rokossowski był jednym z bezpośrednich kontaktów Kremla z Warszawą. Nawet Bierut wiedział, że łatwiej mu się będzie ze Stalinem kontaktować przez marszałka, więc korzystał z tego kanału komunikacji.

Za czasów Rokossowskiego wojsko zostało upartyjnione, nasiliły się czystki, a polskich oficerów zaczęli zastępować radzieccy eksperci. (Na 56 generałów w WP aż 44 było oddelegowanych z Armii Czerwonej). W Ludowym Wojsku Polskim wszystko zaczęło być krojone na wzór czerwonoarmijny – od zasady nieliczenia się ze stratami ludzkimi w walce, poprzez struktury dowodzenia, regulaminy, szkolenia i koncepcje wojskowe. – Jego niewątpliwą zasługą, czego do dzisiaj nikt mu nie chce przyznać, jest modernizacja polskiego wojska. To on przestawił je z koni na samochody – mówi prof. Eisler.

Rokossowski nie prowadził aktywnego życia politycznego. Jego domeną była armia, do której nie pozwalał nikomu innemu się wtrącać. Gdy w 1955 r. rozpoczęła się walka na szczytach PZPR między młodymi działaczami, którzy chcieli zerwać ze stalinizmem (puławianie), a komunistycznymi doktrynerami i aparatczykami, cieszącymi się sympatią Kremla (natolińczycy) – Rokossowski zdecydowanie poparł tych drugich, stając się ich patronem. „Mimo naramienników ze skrzyżowanymi buławami był on bardziej radzieckim niż polskim marszałkiem i potrzeby wojskowe jego ojczyzny leżały mu bardziej na sercu” – pisał o nim gen. Tadeusz Pióro, który osobiście poznał marszałka. Kłopoty z lojalnością widać było w październiku 1956 r., gdy Nikita Chruszczow, zaniepokojony polską kontrrewolucją, zjawił się w Warszawie. Rokossowski, który wciąż był wicepremierem i marszałkiem Polski, przyłączył się do delegacji radzieckiej i wraz z nią brał udział w naradzie z ambasadorem ZSRR, gdzie zastanawiano się, jak stłumić bunt.

Jednym z ważniejszych postulatów polskiego października było odsunięcie Rokossowskiego od władzy. Władysław Gomułka uzależniał od tego przejęcie władzy w partii. Stało się to 13 listopada 1956 r. Po 7 latach pobytu w Warszawie Konstantego Rokossowskiego i 32 innych generałów i pułkowników radzieckich, po wcześniejszym udekorowaniu ich wysokimi odznaczeniami polskimi i złożeniu podziękowań za okazaną pomoc, odesłano do Moskwy.

„Marszałek dwóch narodów” do 1962 r. pełnił funkcję wiceministra obrony ZSRR, a potem był generalnym inspektorem w tym samym ministerstwie. Zmarł 3 sierpnia 1968 r. Miał 72 lata. PRL na jego pogrzebie reprezentował ówczesny minister obrony narodowej gen. Wojciech Jaruzelski. Powiedział on wówczas: „Pozostawił po sobie wzór bohaterskiego żołnierza patrioty, komunisty i internacjonalisty”.

W „Żołnierzu Wolności” napisano, że 6 sierpnia 1968 r. nie tylko zwykli ludzie pogrążeni zostali w żałobie, ale też „niebo nad Moskwą przesłoniły ciężkie chmury”.