POLITYKA

Sobota, 17 sierpnia 2019

Polityka - nr 21 (2908) z dnia 2013-05-22; s. 30-31

Kraj

Barbara Pietkiewicz

Jak się dziś siedzi

Rozmowa z dr. Karolem Miszewskim, socjologiem, asystentem na Wydziale Resocjalizacji w Akademii Pedagogiki Specjalnej w Warszawie, byłym więźniem

Barbara Pietkiewicz: – Na pierwszej stronie pana pracy magisterskiej przeczytałam dedykację: dwa imiona.
Karol Miszewski: – To moi znajomi. Jeden z nich był przyjacielem. Wsiedliśmy do samochodu po wypiciu alkoholu. Mieliśmy wypadek. Oni zginęli. Ja prowadziłem. Dostałem cztery lata.

Poznał pan kryminał?
Jak mówił pewien recydywista: „Kto zajebie tak ze dwa lata, ten coś o kryminale może zacząć mówić”. Siedziałem dwa lata i pięć miesięcy.

Co to za świat?
Pełen obłudy, bezsensownej brutalności i pragnienia poniżenia, kogo się tylko da.

I postanowił pan, wówczas student socjologii, ten świat opisać od środka: bardzo rzadka sytuacja. Jak pan zapisywał informacje?
Udawałem, że piszę listy do znajomych. Zaczynałem od daty, nagłówka i kilku grzecznościowych zdań. Nie mogłem oczywiście robić tego codziennie, żeby się nie narazić na podejrzenia, że wynoszę na zewnątrz to, co się dzieje w więzieniu, i może dostarczam administracji.

Pracę pisał pan u prof. Zybertowicza?

Grypsera

W XIX-wiecznym języku złodziejskim grypsać i grypsować znaczyło: pisać. O liście pisanym ręcznie mówiono: grypsanka; grypsak – znaczyło ołówek. Przed drugą wojną środowiska przestępcze zaczęły nazywać grypserą język pełniący funkcje „obcego” – niezrozumiały dla niewtajemniczonych. Z grypserą wiążą się zwyczaje i normy funkcjonowania przynależne więziennym podziałom kastowym. Grypsera ma wpływ na kształtowanie się gwar na wolności.

Zobacz także

Przepraszamy