POLITYKA

Poniedziałek, 17 czerwca 2019

Polityka - nr 1 (1) z dnia 2005-04-26; Tajemnice Końca Wojny; s. 20

Militaria

Jak Stalin oszukiwał sprzymierzonych

W ciągu kilku lat wojny Józef Stalin (1878–1953) stał się politykiem, o którego względy zabiegali prezydent Franklin D. Roosevelt (1882–1945) i premier Winston Churchill (1874–1965). W Teheranie i Jałcie osiągnął wszystko, co chciał. Pozostawało mu jeszcze jedno: dobić wroga w jego legowisku, czyli zdobyć Berlin.

Od Stalingradu i Kurska, czyli od 1943 r., Stalin nie miał już wątpliwości, że wygra wojnę. Problemem najważniejszym stało się już nie pokonanie III Rzeszy, lecz ukształtowanie powojennego świata. Oznaczało to nowe określenie w nim roli Związku Radzieckiego, który przez ćwierćwiecze istnienia był na marginesie wielkiej polityki. Sojusz z Hitlerem, symbolizowany układem Ribbentrop-Mołotow, był próbą wejścia do gry europejskiej. Nieudaną, bo Hitler zaatakował Związek Radziecki.

Najgorsze były pierwsze miesiące tej wojny, gdy armie niemieckie szły jak wicher docierając aż na przedpola Moskwy. Tu dopiero zatrzymał je generał-mróz i krzepnący opór Armii Czerwonej. Klęski militarne demaskujące słabość radzieckiego państw a i nieudolność jego armii były tylko jednym z aspektów nowej sytuacji. O wiele ważniejsze było to, że niemiecka agresja automatycznie wprowadzała Związek Radziecki do antyfaszystowskiej koalicji. Można powiedzieć, że go nobilitowała. Krwawy satrapa, niedawny sojusznik Hitlera, stawał się oto wujaszkiem Joe, jak nazywali go oszalali na jego punkcie Amerykanie.

W końcu ...