POLITYKA

Piątek, 18 stycznia 2019

Polityka - nr 21 (2605) z dnia 2007-05-26; s. 36-38

Kraj

Krzysztof BurnetkoGrzegorz Press

Jak to z konstytucją było

W ostatnich bojach o kształt lustracji nie przebierano w słowach ani w środkach. Podobne metody ćwiczono równo 10 lat temu przed referendum zatwierdzającym nową konstytucję. To w istocie wciąż ten sam spór.

Maj 1997 r., końcówka rządów SLD i PSL. W pałacu prezydent Kwaśniewski. Rozdawane przed kościołami ulotki prócz znanych tez o spisku żydokomuny, okrągłostołowych elit, „utrwalaczy grubej kreski” i układu z Magdalenki wzywają: „Polaku! Obudź się, głosuj przeciw!”. Na murach pojawiają się hasła: „Masz sumienie? 25 V = NIE!” i „To prostytucja, nie konstytucja” (tu autorami są działacze Ligi Republikańskiej). Politycy przeciwni przyjętej przez Zgromadzenie Narodowe ustawie zasadniczej nazywają ją „konstytucją dla bantustanu” (Jan Olszewski, szefujący Ruchowi Odbudowy Polski), a parlamentarzystów, którzy za nią zagłosowali – targowicą (Marian Krzaklewski, ówczesny lider Solidarności).

Komisja Krajowa Solidarności jednomyślnie wzywa „obywateli polskich” do odrzucenia jej w referendum. Grupa liderów KK (prócz Krzaklewskiego także szefowie dużych regionów – Tomasz Wójcik, Jacek Rybicki, Marek Kempski) porównuje nową konstytucję do bolszewickiej nawałnicy w 1920 r. Działacze przypominają, że przed rozstrzygającą bitwą 1920 r. Episkopat Polski na Jasnej Górze zwrócił się do Opatrzności Bożej i dokonał w imieniu Narodu ...

Głosy z epoki o nowej konstytucji

„To prostytucja,
nie konstytucja”

„Konstytucja
dla bantustanu”

„Obraza dla Polski,
niewola, mord
na naszej ojczyźnie...”

„Spisek
przeciwko Polsce”

„Odrzucenie
naszej cywilizacji
łacińskiej, a oparcie
się o cywilizację bizantyjsko-turańską”