POLITYKA

środa, 20 marca 2019

Polityka - nr 40 (2318) z dnia 2001-10-06; s. 15-16

Wydarzenia

Janina Paradowska

Jak tu rządzić?

Do koalicji trójkami szli

To miała być era Leszka Millera, tymczasem powyborczy tydzień był wyraźnie erą Andrzeja Leppera. Względny sukces Samoobrony zdecydowanie przyćmił wysokie i bezdyskusyjne zwycięstwo SLD. Zwycięstwo, które nie dało jednak bezwzględnej większości w Sejmie, skutkiem czego wróciły sceny dobrze znane z przeszłości: oto sejmowe korytarze znów przemierzają trójki negocjatorów oblegane przez dziennikarzy.

Scenariusze są trzy, a można je było przewidzieć już w momencie ogłoszenia oficjalnych wyników wyborów: koalicja z PSL, rząd mniejszościowy, przyspieszone wybory. Po tygodniu spekulacji i rozmów najbardziej prawdopodobną staje się koalicja z PSL. Sojusz psychicznie się wydaje do niej coraz bardziej przygotowany, co nie jest bez znaczenia. Trudno wymazać z pamięci doświadczenia z lat 1993–97, łącznie z pomysłem odwoływania premiera własnego rządu, co przytrafiło się przecież Włodzimierzowi Cimoszewiczowi, a czego nie zrobiła nawet AWS. Nie bez znaczenia jest tu fakt, że w tę stronę tradycyjnie już ciągnie Unia Pracy, która zdołała wprowadzić do Sejmu tylu posłów, że może utworzyć samodzielny klub. Taka możliwość była wprawdzie zapisana w umowie koalicyjnej obu ugrupowań, ale nie było jasne, ilu posłów Unia Pracy do Sejmu wprowadzi. Wprowadziła stosunkowo dużo, może nawet więcej niżby SLD oczekiwał. Samodzielny klub, mocno lewicowy, skupiający zwolenników państwa wybitnie socjalistycznego to jednak dodatkowa komplikacja, nawet jeżeli w czasie kampanii współpraca wyglądała na ...