POLITYKA

Piątek, 26 kwietnia 2019

Polityka - nr 30 (2308) z dnia 2001-07-28; s. 41-42

Świat

Aleksandra Skibińska

Jak uwieść pana Rascha

Niemiecka wojna mediów

Pan Rasch, czyli Szybki, żyje tak, jak się nazywa. Zatrudniony na kierowniczym stanowisku tkwi od świtu do nocy w swej pracy, gdzie z ogromną energią planuje, restrukturyzuje, organizuje, porządkuje, racjonalizuje, atakuje, a przy tym pilnie uważa, by nie zabierać głosu w sprawach, na których się nie zna. Pani Rasch nie ma nawet prawa do biadolenia, że nie widuje męża, bo pan Rasch to osoba pozytywna, nie znosi narzekania, nie znosi też niczego, co go rozprasza, zwłaszcza w czytaniu, ani ironii, ani dowcipu, ani też zdań wtrąconych.

Herr Rasch zrodził się w koncernie Heinza Heinricha Bauera w Hamburgu (w Polsce „Tina”, „Życie na gorąco”, „Tele Tydzień” i in.). Dla niego właśnie miało powstać czasopismo, które wstrząśnie niemieckim rynkiem. To, co dzieje się na nim (ale też i szerzej – na świecie), niepokoi wydawców. Czytelnictwo jest w odwrocie, wielkie tytuły notują spadek nakładów liczony w procentach, gazetki zajmujące się życiem gwiazd notują nawet kilkunasto- i kilkudziesięcioprocentowe ubytki.

Czytelnictwo to domena ludzi w średnim wieku i starszych; młodzi wolą telewizję i Internet. W rezultacie przeciętny Niemiec poświęca na lekturę 11 minut dziennie, o 19 minut mniej niż przed paru laty, co powinno brzmieć alarmistycznie, ale nie brzmi, gdyż tytułów na rynku przybywa. W ciągu 8 lat przyrost wyniósł całe 43 proc., w zeszłym roku świat ujrzało 300 nowych periodyków. Wiele z nich to zresztą klony już istniejących tytułów, inne są odpowiedzią na poczynania konkurencji i do złudzenia przypominają jej produkt.

Jest też cała grupa ...