POLITYKA

Czwartek, 18 lipca 2019

Polityka - nr 48 (2682) z dnia 2008-11-29; s. 58-61

Kultura

Janusz Wróblewski

Jak żyć, żeby nie zwariować

Rozmowa z brytyjskim reżyserem Mike’em Leighem, autorem wchodzącej na nasze ekrany komedii „Happy-go-lucky, czyli co nas uszczęśliwia”

Janusz Wróblewski: – Po serii mrocznych dramatów, takich jak „Vera Drake” czy „Sekrety i kłamstwa”, nakręcił pan sympatyczną, niemal beztroską komedię o tym, jak być szczęśliwym w ponurych czasach.

Mike Leigh: – To nie jest film o szczęściu. W każdym razie nie mówi o takim szczęściu, jakie osiągamy paląc trawkę, pijąc alkohol albo biorąc narkotyki. Tytuł jest mylący. Chodzi o lekkość, umiejętność zachowania pogody ducha, radości z bardzo przyziemnych spraw.

Po takim pesymiście jak pan prędzej należało się spodziewać bezkompromisowej satyry na brytyjską klasę średnią, mocno przeżywającą skutki kryzysu ekonomicznego, niż naładowanego pozytywną energią filmu o trzydziestoletniej nauczycielce. W wieku 65 lat odzyskał pan radość życia?

Wiek dojrzały ma, jak widać, swoje dobre strony. Dostrzega się rzeczy, na które wcześniej nie zwracało się uwagi. Docenia się towarzystwo ludzi. Łatwiej się wybacza błędy. Z czasem człowiek łagodnieje.

Patrząc na pańską bohaterkę trudno jednak zrozumieć jej dobre samopoczucie. Poppy grana przez Sally Hawkins uczy ...

Mike Leigh – jeden z najwybitniejszych reżyserów kina światowego. Zanim trafił do londyńskiej szkoły filmowej, uczył się w kilku szkołach artystycznych. Pracował jako telewizyjny scenarzysta, w kinie zadebiutował na początku lat 70. W 1996 r. w Cannes otrzymał Złotą Palmę za „Sekrety i kłamstwa”. Jego poprzedni film „Vera Drake” wygrał festiwal w Wenecji, zdobył 6 nagród British Independent Film Awards oraz Złotą Żabę na festiwalu Camerimage. Za rolę Poppy w „Happy-go-lucky” Sally Hawkins otrzymała nagrodę na festiwalu w Berlinie.