POLITYKA

Czwartek, 20 czerwca 2019

Polityka - nr 10 (2695) z dnia 2009-03-07; s. 26-27

Kraj

Martyna BundaDanuta Rzepa  [wsp.]

Jan i Honorata

Coraz bardziej typowe małżeństwo: panna z wykształceniem plus kawaler bez. Problem też dość typowy: on bije i gwałci, a jej skargom nikt nie wierzy. A potem podwójne morderstwo, obława policyjna oraz relacje w każdej telewizji.

On Z tym ślubem zgodził się poczekać, aż ona zrobi maturę. W zasadzie jego żona mogłaby mieć jakąś szkołę. Ślub jej zapowiedział, kiedy kończyła podstawówkę, a wyegzekwował, gdy kończyła liceum. Była o dziewięć lat młodsza. Potulna. Sobie też chciał dać czas na otwarcie firmy i zbudowanie domu.

Nazywał się Jan Szymaniak. Imię po ojcu. Ambitny. Gdy w trzeciej klasie zostawili go na drugi rok z polskiego, zaparł się i potem miał piątkę, choć akurat z matematyki. Edukację skończył w zawodówce, chciał robić pieniądze. Mechanik samochodowy. Rok popracował w Poznaniu na budowach, uznał, że w tej branży da się więcej zarobić. Tę firmę budowlaną też w końcu sobie wychodził. Otworzył ją za pieniądze z Unii: tak długo odwiedzał urzędników, że mu pomogli przebrnąć przez papiery. Firma upadła dopiero, gdy jego zamknięto w areszcie. Bracia starali się pociągnąć, ale nie mieli wiedzy. Domu zbudować nie zdążył.

Jan był ósmy z dziewięciorga rodzeństwa. Malutki, to dlatego dostał imię ...