POLITYKA

środa, 22 maja 2019

Polityka - nr 45 (2166) z dnia 1998-11-07; s. 34-35

Świat

Adam Krzemiński

Jeden rząd, cztery skrzydła

Gerhard Schröder, zanim jeszcze został zaprzysiężony jako kanclerz, mógł być pewien, że przejdzie do historii. Nowy rząd, nowa generacja polityków, nowa stolica, nowa waluta, nowe tysiąclecie. Tak wiele tych nowości, że trzeba się z nimi obchodzić dość ostrożnie. Tylko dziury w budżecie, rekordowe bezrobocie oraz zatarte mechanizmy w państwie i gospodarce są stare.

Co prawda rozmowy koalicyjne SPD i Sojuszu 90 Zielonych, po brawurowym zwycięstwie wyborczym 27 września przebiegły zaskakująco składnie - trwały jedynie dwa tygodnie, jednak porozumienie koalicyjne wciąż jest bardziej zarysem nowej polityki niemieckiej, niż dokładnym rozkładem jazdy.

I zanim jeszcze Czerwono-Zieloni zatwierdzili wspólny program rządowy, komentatorzy już kręcili nosami, że z dużej chmury mały deszcz. Z wielkich zapowiedzi przełomu i proekologicznych i innowacyjnych reform państwa niemieckiego ulepiony został program zmian na mały gwizdek, jak gdyby koalicjanci albo przestraszyli się swego zwycięstwa, albo byli wewnętrznie zablokowani przez dwie konfliktowe w gruncie rzeczy wizje reform niemieckiej gospodarki i niemieckiego społeczeństwa.

Ta krytyka - również w naszych mediach - jest niezupełnie sprawiedliwa i niezupełnie logiczna. Ci sami obserwatorzy sceny niemieckiej, którzy przed wyborami uważali, że SPD i Zieloni radykalnymi reformami socjalnymi i ekologicznymi zagrażają odnowie gospodarki niemieckiej, teraz krytykują zwycięzców za nadmierną powściągliwość. Zatem i tak źle, i tak niedobrze?

Na pierwszy rzut oka ...