POLITYKA

Poniedziałek, 27 maja 2019

Polityka - nr 42 (2526) z dnia 2005-10-22; s. 4-5

Raport / Wybory 2005

Jerzy Baczyński

Jeden z dwóch

Kończy się niebywale długa, podwójna kampania wyborcza, wyczerpująca tyleż dla polityków, co dla wyborców. Jeszcze parę dni i będziemy już znali odpowiedzi na wszystkie najważniejsze polityczne pytania sezonu. Pozostał do rozegrania Wielki Finał: Lech Kaczyński kontra Donald Tusk. Jeden z nich zostanie następcą Aleksandra Kwaśniewskiego. To ważne, kto będzie reprezentował Rzeczpospolitą przez 5, a może i 10 lat.

Wybór, na pozór, nie wydaje się szczególnie ekscytujący: obaj kandydaci, mimo uporczywego podkreślania różnic, są częścią szykującej się do władzy rządowej większości. W niedzielę nastąpi jedynie dopełnienie ukształtowanego w wyborach parlamentarnych układu władzy, ostateczne rozmieszczenie akcentów. Dotychczas wyborcy zachowali się niegłupio: partie, które zapowiadały naprawę państwa, otrzymały mandat do rządzenia, ale nie uzyskały większości umożliwiającej samodzielną zmianę konstytucji, zaś niska frekwencja była czytelnym sygnałem ograniczonego zaufania do polityków i braku poparcia dla radykalnych projektów ustrojowych. Trudno dekretować powstanie Nowej Rzeczpospolitej, jeśli ma się za sobą ...

Przewaga Donalda Tuska nad Lechem Kaczyńskim przed drugą turą wyborów utrzymuje się niemal bez zmian. Wynika z tego, że ostatnie rewelacje na temat dziadka kandydata PO nie wywarły wpływu na notowania kandydatów. Wydaje się, że Polacy odrzucili samą metodę szukania haków w życiorysach przodków. Nie został też specjalnie ukarany w sondażu Lech Kaczyński, tak jakby całe odium tej ponurej sprawy spłynęło na byłego sztabowca Jacka Kurskiego, a przeprosiny kandydata PiS zostały przyjęte także przez wyborców. Tusk, na dzisiaj, jest faworytem, choć trzeba pamiętać, że zawodników jest tylko dwóch i każda strata choćby dwóch punktów jednego to tyle samo na korzyść drugiego.