POLITYKA

Sobota, 15 grudnia 2018

Polityka - nr 5 (3146) z dnia 2018-01-31; s. 10

Ludzie i wydarzenia / Świat

Jeepneye muszą odejść

Prezydent Filipin postanowił usunąć z ulic przestarzały transport. Jak zawsze zapłacą najbiedniejsi.

Osławiony prezydent Rodrigo Duterte do licznych swych wojen – z narkotykami, elitami, mediami – dorzucił jeszcze jedną: z jeepneyami. To fascynujący wszystkich przybyszów najbardziej popularny filipiński ludowy środek transportu. Wziął się z twórczego wykorzystania amerykańskich wojskowych jeepów z demobilu po drugiej wojnie światowej. Na dwóch równoległych ławkach mieści od 10 do 20 osób, zwykle ściśniętych jak sardynki, za klimatyzację służą otwarte okna, nie ma pasów ani drzwi, nie ma też stałych przystanków, pasażer zatrzymuje pojazd, waląc w dach. Jeepneye są kiczowato kolorowe, unikalne malunki zawierają informacje o właścicielu, niosą przekazy religijne, elementy horoskopów, lekcje geografii, nawiązują do gwiazd sportu i popkultury, wyobraźnia nie zna granic. Stały się częścią filipińskiej tożsamości. Ale też bardzo istotną częścią gospodarki: jeepneye za 8 peso (czyli 60 gr) zawiozą wszędzie. Niestety, niemiłosiernie smrodzą i są niebezpieczne. Dlatego krucjata Duterte przeciw jeepneyom ma absolutnie racjonalne przesłanki.

Manila jest jednym z najbardziej zasmogowanych i zakorkowanych miast świata. Nowe pojazdy mają ...