POLITYKA

środa, 20 lutego 2019

Polityka - nr 37 (3026) z dnia 2015-09-09; s. 16-18

Temat tygodnia

Malwina DziedzicMariusz Janicki

Jego świątobliwość prezydent

Na prawicy Andrzeja Dudę zaczyna otaczać parareligijny kult. Dla PiS to bardzo pomocne w kampanii parlamentarnej, a dla samego Dudy to pewnie przyjemne, może trochę krępujące, ale na pewno politycznie niebezpieczne.

Atmosfera podczas lokalnych spotkań z prezydentem Dudą przypomina tę towarzyszącą adoracjom cudownego obrazu. Uniesienie, wzruszenie, bezgraniczna nadzieja. Ludzie wierzą, że „młody prezydent” sprawi, że będzie żyło się lepiej – „nam”. Bo złej sytuacji winni są „oni” – czyli „te łajzy i złodzieje” oraz wszyscy ci, którzy ich wspierają: manipulują i pokazują, że w Polsce nie jest najgorzej. No, bo „zwykły człowiek ma źle”. Nędznie zarabia, musi pracować „do śmierci” i jeszcze „państwo go okrada”. Przychodzi więc na spotkania z prezydentem nie tylko z ciekawością, ale też z litanią postulatów. I ufa, że „Andrzej Duda odmieni Polskę”. Żaden z wcześniejszych prezydentów nie doznawał takiego wyniesienia.

Znana dotychczas głównie z maryjnego repertuaru polonijna pieśniarka Emilia Golaszewska jeszcze w czasie kampanii prezydenckiej śpiewała: „Pośród waśni, zamętu i zła/idzie nowych ludzi plemię/ono z posad swych ruszy świat (…) Andrzej Duda nam się udał/razem z nim dźwigniemy kraj/Przecież wiara czyni cuda/ więc nadziei wiarę daj”. Internautom pean na cześć Dudy skojarzył się z utworami sławiącymi Stalina, niektórzy drwili też, ż...