POLITYKA

Niedziela, 17 grudnia 2017

Polityka - nr 25 (2710) z dnia 2009-06-20; s. 40-42

Rynek

Paweł Wrabec

Jest spowolnienie, będą zwolnienia

Tuż przed ostatnimi wyborami rząd przyjął pakiet ­antykryzysowych ustaw mający wspierać przedsiębiorstwa. Jednak do wielu firm odsiecz dotrze zbyt późno i zwolnienia przybiorą na sile.

Gdy w lutym rząd po raz pierwszy zapowiedział, że będzie dopłacał do pensji pracowników, których zakłady bez swojej winy popadły w kłopoty, Jan Sitek, prezes ZPP Auto z Siedlec, zaczął wierzyć, że kierowana przez niego firma wyjdzie jednak na prostą. Ten producent metalowych podzespołów do luksusowych limuzyn odczuł światowy kryzys dokładnie rok temu. Załamał się wówczas rynek motoryzacyjny w USA i Volvo gwałtownie zmniejszyło zamówienia u kooperantów.

W styczniu Sitek zwolnił więc ludzi, którym kończyły się umowy na czas określony. Ale gdy stal zaczęła tanieć, poszerzył asortyment i zaproponował koncernom dostawy części po niższych cenach niż te, których żądają zachodni poddostawcy. – Dzięki pomocy publicznej w Niemczech ożywiła się sprzedaż samochodów. W perspektywie kilku miesięcy mamy szanse odbudować portfel zamówień – mówi Sitek. Przygotowaną listę z 300 nazwiskami osób do zwolnienia odłożył w lutym do szuflady. Ale czas nieubłaganie płynie, kontraktów jeszcze nie podpisał, a prawdziwej pomocy ze strony rządu ciągle nie ma.

Sitek już wie, że najdalej latem będzie musiał stopniowo wręczać ludziom wypowiedzenia. Mógł tak długo zwlekać, bo związkowcy ZPP Auto dobrowolnie zawiesili układ zbiorowy. – Każdy z pracowników podpisał aneks do umowy; teraz pracujemy po 4, a nie po 5 dni w tygodniu i dostajemy tylko 70 proc. pensji – mówi Dariusz Karczewski, szef zakładowej komórki OPZZ.

Również Tadeusz Donocik, prezes spółki Final, wytwórcy profili aluminiowych z Dąbrowy Górniczej, namówił swoich ludzi na podobne ustępstwa. Gdy bankrutujące hiszpańskie fabryki zalały rynek profilami w dumpingowych cenach, na początku roku zwolnił 30 najniżej wykwalifikowanych pracowników, ale fachowców zatrzymał. Kiedy nie było dla nich roboty, sprzątali fabryczne hale. Te ustalenia nie mają już znaczenia, bo obiecanej pomocy ze strony rządu Donocik nie doczekał. Gdy w kwietniu zniecierpliwiony właściciel fabryki kazał mu natychmiast zwolnić 60 osób, podał się do dymisji. Jest przekonany, że gdyby rząd z pomocą publiczną nie zwlekał, ci ludzie i on sam nadal by w Finalu pracowali. – Na Śląsku przed podobnymi dylematami stoi połowa fabryk. Aż 185 z nich należy do branży motoryzacyjnej i ledwo zipie. Rząd nie docenia powagi sytuacji – mówi Donocik. Jest szefem Regionalnej Izby Gospodarczej w Katowicach i wie, jak trudna jest sytuacja w tutejszych zakładach.

Ekonomista Jakub Borowski dzieli firmy na dwie kategorie. Do pierwszej zalicza te, które stwierdziły, że spadek popytu jest trwały i ze zwolnieniami nie ma co zwlekać. Do drugiej, znacznie liczniejszej, przedsiębiorstwa, które mają nadzieję, że kryzys w miarę szybko przeminie i decyzje o cięciach starają się odwlec. To właśnie do nich rząd kieruje pakiet antykryzysowy.

Dla pracodawców tak naprawdę liczą się dwa punkty: dość daleko idąca liberalizacja kodeksu pracy (chodzi głównie o większą swobodę przy zawieraniu umów o pracę i roczny okres rozliczania jej czasu) oraz doraźna pomoc na czas kryzysu w postaci subwencjonowania zagrożonych stanowisk. Z tego ostatniego sposobu walki z bezrobociem korzysta ją m.in. Holandia, Belgia i Niemcy, które w 2009 r. na wspomaganie przedsiębiorców przeznaczyły 2 mld euro. Niemiecki rząd liczy, że dzięki temu uratuje 700 tys. ludzi przed zwolnieniami.

Z szacunków polskiego Ministerstwa Pracy wynika, że 1 mld zł z Funduszu Gwarantowanych Świadczeń Pracowniczych da przynajmniej tymczasową ochronę 240 tys. pracowników. Przeciętne zarobki w Polsce są ciągle znacznie niższe niż w Europie Zachodniej, więc i rachunki za wspomaganie pracodawców będą skromniejsze. Tylko dlaczego dyskusje w tych sprawach musiały trwać aż tak długo?

Jacek Męcina, ekspert do spraw zatrudnienia, ten brak determinacji tłumaczy względnie dobrą sytuacją na polskim rynku pracy. Na polityków demobilizujaco mógł podziałać opublikowany na początku kwietnia raport Eurostatu. Wynikało z niego, że bezrobocie mierzone metodą BAEL (pomija się notorycznie unikających pracy i dorabiających na czarno) wynosi 7,4 proc. i zaliczane jest do najniższych w Europie. Podejrzewa, że wpływ na postawę polityków rządzącej partii ma też aktualna mapa bezrobocia. Na razie najwięcej ucierpiały mniejsze miasta, gdzie większy jest elektorat PiS niż Platformy.

Po tym, jak w styczniu GUS podał, że miesiąc wcześniej przemysł zwolnił 160 tys. ludzi, rząd się zaniepokoił, że w kolejnych będzie dużo gorzej. Na szczęście to tempo trochę osłabło, gdyż przedsiębiorcom nie spieszy się do zwolnień. Podobnie jak szef ZPP Auto, decyzję o redukcjach załóg starają się odwlec jak najdłużej.

Narażają się w ten sposób na straty, ale wychodzą z założenia, że w dłuższej perspektywie taka ...

[pełna treść dostępna dla abonentów Polityki Cyfrowej]

Bezrobocie w Polsce

Miesiąc Stopa (proc.)
I 2007 15,1
II 2007 14,8
III 2007 14,3
IV 2007 13,6
V 2007 12,9
VI 2007 12,3
VII 2007 12,1
VIII 2007 11,9
IX 2007 11,6
X 2007 11,3
XI 2007 11,2
XII 2007 11,2
I 2008 11,5
II 2008 11,3
III 2008 10,9
IV 2008 10,3
V 2008 9,8
VI 2008 9,4
VII 2008 9,2
VIII 2008 9,1
IX 2008 8,9
X 2008 8,8
XI 2008 9,1
XII 2008 9,5
I 2009 10,5
II 2009 10,9
III 2009 11,2
IV 2009 11,0
V 2009 10,8*

* Szacunki MPiPS; Źródło: GUS

Straciłeś pracę, a może boisz się, że ją stracisz? Zapraszamy do debaty na: www.polityka.pl/debata